lip 022011
 

Karnawał blogowy RPGDziękuję Krzemieniowi za przekazanie pałeczki. Niech Karnawał trwa!

Ludzie dowiadują się o grach fabularnych w rożny sposób: od znajomych, z reklamy, przypadkiem. Czasem zabawa w RPG jest naturalnym przedłużeniem innego hobby – zainteresowania fantastyką, planszówkami, grami bitewnymi itp. Zwieńczeniem jest rozegranie pierwszej sesji.

Jak było z Wami? Jaka była Wasza droga do RPG? Czy Wasze zainteresowania były pokrewne grom fabularnym, czy może diametralnie odmienne i w żaden sposób z nimi nie związane? I najważniejsze: w jaki sposób dowiedzieliście się o grach fabularnych? Co było tym momentem przełomowym, który skłonił Was do tego, by zasiąść za stołem i rzucić kośćmi – wiadomość z kosmosu, starsze rodzeństwo, kumpel z klasy? Czy o RPG przeczytaliście w sieci, w prasie, usłyszeliście na imprezie? A może sami wymyślaliście gry w odgrywanie ról, a potem odkryliście ze zdziwieniem, że jednak nie jesteście pierwsi?

Napiszcie, co działo się, zanim zagraliście pierwszą sesję. Co sprawiło, że postanowiliście zagrać i kto Was w to wszystko wrobił. ;)

Zamknięcie niniejszej edycji Karnawału nastąpi 2 sierpnia 2011 roku. Linki do wpisów proszę tradycyjnie umieszczać w komentarzach, będę doklejał do notki.

Spis poprzednich edycji Karnawału blogowego RPG znajdziecie pod adresem kbrpg.blogspot.com/p/lista-karnawaowa.html

PS. Nie będzie pdfa, chyba, że ktoś byłby skłonny złożyć go za mnie, jako że moja znajomość DTP jest żadna.

 ***

W 23. edycji Karnawału blogowego RPG udział wzięli:

1. Hip: Jak grom z jasnego nieba

Moje pierwsze zderzenie z RPG było zatem jak grom z jasnego nieba. Bo kuzyn mnie zawołał i powiedział, że gramy. Bez ostrzeżenia. […] Bez jakiegokolwiek wzorca. Niespodziewanie trafiłem na ścieżkę, którą idę do dzisiaj, już jako nieco dojrzalszy człowiek.

2. Laveris de Navarro: Wyznanie casuala komputerowego

Sam termin „RPG” kojarzyłem już od końca edukacji w szkole podstawowej, kiedy gdzieś doczytałem, ze są „cRPG” i „papierowe RPG”. Pierwsze informacje o tym drugim natrafiłem dość przypadkiem (szukając informacji o Icewind Dale 2 w Internecie) w roku 2006, kiedy to napotkałem na jakąś niszową stronę o trzeciej edycji D&D.

3. Matt: Złap je wszystkie!

W międzyczasie zasłyszeliśmy gdzieś o grach paragrafowych – książkach, w których co kilka zdań, akapitów bądź stron można wybierać, jak potoczą się losy głównego bohatera. Już wtedy coś zaczęło nam świtać… Nie pamiętam już, czy sami na to wpadliśmy, czy też usłyszeliśmy jakieś plotki, że można spróbować tego na żywo. Nie mieliśmy wtedy dostępu do internetu, nie słyszeliśmy nic o „Magii i Mieczu”.

4. Skryba: Powspominajmy

Tuż po Łukaszu, głos zabrał imć Kuba. […] Który zaprojektował całkiem zacną grę. Tak, grę RPG. Wtedy nigdy bym nie przypuszczał, że dojdzie do tego iż będziemy własne gry robić. […] Usłyszałem, iż być może uda się skołować podręcznik gracza do D&D (nie wiedzieliśmy której edycji). Usłyszałem, iż całe to zacne gremium osobliwości, uznało jednogłośnie (poza samym zainteresowanym, oczywiście) że mam być czymś, co opatrzono mianem ‘mistrza podziemi’.

5. Malkav: Im Land der fantastischen Drachen

Wcześniej była jeszcze kreskówka Dungeons & Dragons. Pacholęciem będąc nie miałem świadomości, że istnieje jakaś inna rozrywka niż telewizja i drzewo, które udawało Enterprise. I tak naprawdę tę kreskówkę można uznać za początek mojej przygody z grami fabularnymi.

6. Krzemień: Wspomnienia Krzemienia

[…] Wypatrzyłem coś co nazywało się Magia i Miecz. […] Fajne były zdjęcia figurek i na początku myślałem, że te całe RPG to takie gry gdzie na planszy przesuwa się figurki – dzisiaj wiem, że nie pomyliłem się za bardzo wtedy ;-). […] Tata jako człowiek dokładny przejrzał najpierw MiMa zawieszając wzrok na ilustracjach cycastych lasek zdobiących okładkę i wnętrze a potem ruszył na pocztę(tak, na pocztę – takie czasy) by zamówić mi wymarzoną grę.

7. Tweet: Dawno, dawno temu…

Pierwszym moim skojarzeniem był jeden z odcinków kreskówki Labolatorium Dextera, gdzie trzej przebrani za fantastycznych bohaterów nerdy siedzieli wokół stołu usłanego kartkami z jakimiś planami, na których spoczywały figurki a jeden z nich za jakąś zasłonką rzucał dziwacznymi kośćmi do gry i… oszukiwał :)

8. Owca: Jak po masle

Nakręcałam się coraz bardziej. Przeglądając podręczniki dość szybko załapałam, o co chodzi z tym rzucaniem kośćmi. Rozmawiałam, komentowałam, pytałam, szukałam ciekawostek i informacji w internecie. Kompletnie wsiąkłam i coraz bardziej chciałam zagrać. Naprawdę wziąć w tym udział, a nie tylko stać z boku.

9. dzemeuksis: Erpegowych wspomnień czar

Klimatyczny sklepik w suterenie ujmował swoją kameralną atmosferą. Kostek mieli bez liku (w tym chyba nawet k100 – w każdym wśród zwykłych kostek leżało kuliste coś wielkości pięści, przypominające skomplikowany przyrząd nawigacyjny), ale ze względu na ograniczony budżet kupiłem najtańsze, paskudne, pomarańczowe „dziesiątki”, sztuk dwie. Obie takie same.

10. Jaxa: W czasach gdy dinozaury…

Zaraz pierwszego dnia po powrocie pobiegłem do kiosku i kupiłem Magie i Miecz. W tych zamierzchłych czasach było to jedyne źródło wiedzy o RPGach, zwłaszcza dla początkujących. Zacząłem się pompować wiedzą na temat dziwacznych cyferek i jeszcze dziwniejszych potworów (ach te grafiki z DoomTroopera) i powoli wsiąkać w temat.

11. 6czarek: Tak przypadkiem

Na początku 3 klasy gimnazjum moi znajomi nagle zniknęli:) Dosłownie zapadli się pod ziemię. Gdy z wielkim trudem udało mi się z nimi spotkać dyskusje o niczym kończyły się na temacie sesji i Warhammera. Ta „sesja” była dla mnie czymś nowym i do pewnego momentu niezrozumiałym.

12. Salantor: Ultima Online bez prądu

Miałem w tym czasie małe hobby, które polegało na rysowaniu miast. Znaczy brałem dużą kartkę formatu A3, albo odrobinę większą, po czym rysowałem mury, jakieś góry na dalszym planie i po kolei ileś tam budynków w rzucie izometrycznym. Oczywiście musiało być miejsce na sklep zielarza, alchemika, wieżę maga i inne, podobne. Może dlatego, że w komputerowych erpegach były takie miejsca?

13. Neurocide: Zanim zagrałem pierwszą sesję

Oczywiście byłem też fanem gier komputerowych (C64) i czytelnikiem pisma Top Secret. De facto o RPG, a właściwie o cRPG dowiedziałem dzięki literaturze poświęconej Komodzie. W książeczkach z serii „Opisy Gier” znalazłem spory tekst o grze Phantasie II, dzięki któremu mogłem zaznajomić się z podstawową terminologią oraz zarysem tego co pokocham za parę lat. Jako, że tę grę znalazłem w sieci dopiero przed rokiem, nie mogłem wiedzieć wcześniej jak wygląda – mogłem sobie ją tylko wyobrażać… rozumiecie chyba co to oznaczało.

14. Misiołak: Sesja sentymentalna

[…] W pewnym sensie pierwsze ziarna zabaw fabularnych zasiała we mnie osoba mająca niewiele wspólnego z grami i fantastyką. Osobą ta był mój dziadek, który miał w zwyczaju opowiadać wnukom cudowne historie o dwóch rycerzach – Miszko i Tomko – którzy przemierzali słowiańskie knieje w pogoni za grubym zwierzem, przeczesywali prastare ruiny w poszukiwaniu skarbów i zdobywali warowne grody. […] Dzięki prostej sztuczce, która umieszczała mnie i kuzyna w centrum wydarzeń, opowieści te zapadły mi w pamięć […].

15. Morel: I tak to właśnie działa….do dziś.

Koniec końców ja byłem pierwszym prowadzącym. Po tygodniu jednak zmieniła mnie Agnieszka. Dziewczyna przejęła pałeczkę i po jakimś czasie okazało się, że przez całe lato nikt nie był w stanie jej zastąpić […]. Oczywiście – wtedy nikt nawet nie myślał o podręcznikach, czy kostkach. Był jednak nieśmiertelny zeszyt naszej prowadzącej – notatki na temat skarbów, miłostek, wykonanych kłestów, żon, dzieci (tak, tak – nasze pierwsze RPG w dużym stopniu opierało się na odgrywaniu romansów i miłostek, walka czy władza była na drugim planie – uroki dzieciństwa!).

16. Gertrud: Dzikie początki, czyli jak się moja przygoda z RPG zaczęła

Wyszperałem z szuflady kilka kostek k6, które wcześniej służyły do rodzinnego grania w planszówki i zaprosiłem znajomych, by podzielić się z nimi moim odkryciem. Szło nam to bardzo topornie. Wpierw próbowałem wytłumaczyć jak to działa bez komputera i grafiki, a gdy zaatakowali mnie jękami zawodu, zachwalałem ogrom możliwości i potęgę wyobraźni, pocieszając ich możliwością puszczenia w tle klimatycznej muzyki.

17. Zły Janek: Gdy nie było jeszcze Google

Na potrzeby sesji stworzyłem własną, uproszczoną mechanikę opartą o k6. Sporo graliśmy wtedy w planszówki, nieśmiertelnego Obcego i pierwszą polską edycję Magii i Miecz i stamtąd czerpałem wzorce. Pierwsza sesja okazała się totalną klapą. Gdzieś w połowie ukatrupiłem postacie (wspomniana wyżej mechanika), a dla moich ówczesnych graczy było to ostatnie spotkanie z RPG.

18. Habib: Dawno temu w PSP nr 33 w Częstochowie

[…] Wspólnie postacie graczy. […] Pierwszą sesję odbyliśmy już w bibliotece szkolnej na dużej przerwie, gdzie panował nieziemski hałas. Moja postać nazywała się Snag (jak ktoś oglądał animowany serial Conana, to skojarzy postać) i był półelfem Złodziejem. Pochodził z Gasty i miał – z tego co pamiętam – Niższą Klasę Średnią oraz charakter Chaotyczny Zły. Tak, moi mili, to były czasy Kryształów Czasu!

19. Zuhar: Zanim nastał Chaos

[…] Pamiętam jeszcze jak na Wzorkonie (taki dawny łódzki konwent, z czasów gdy się ich nie odwoływało na tydzień przed rozpoczęciem) poskarżyłem się Arturowi Szyndlerowi, że strasznie dużo liczenia w tych Kryształach Czasu. Odpowiedział mi, że nikt z osób, które zna i opanowały ich mechanikę, nie miał kłopotów na maturze z matematyki. Pięć lat później potwierdziły się jego słowa.

20. Magnes: Przed pierwszą sesją RPG – wspomnienia o RPG

[…] Zaczytywałem się wtedy znajdowanymi w odległych bibliotekach kolejnymi tomami serii Świat Czarownic Andre Norton i Narnią […]. Myślę, że dlatego zacząłem – lata zanim usłyszałem o grach fabularnych – tworzyć w niewielkim zeszycie w linie staranne mapki i historie własnego świata fantasy. Nazywał się Zalivat. Byłem bardzo dumny z tej nazwy i ku upamiętnieniu tamtego uniwersum zamieściłem później w Ramarze wyspę Zalivat.

21. Szept: Wtem!

Pewnego dnia roku 1993 zobaczyłem w kiosku to czego tak szukałem, czwarty numer „Magii i Miecza”. Przeglądnąłem zawartość – cudo tabelki „Kryształów Czasu” i obrazki J. Musiała – ale nie kupiłem. Wydatek 25000 zł (2,5 PLN w przeliczeniu na dzisiejsze, bez uwzględnienia inflacji(!)) był jednak dość spory. Robiłem jeszcze dwa lub trzy podejścia do pisma zanim wreszcie je kupiłem.

22. Borejko: Pierwszy raz

Byłem pijany i ona chyba też / Spytałem się jej naprawdę tego chcesz? / Ona powiedziała chcę prowadzić bardzo / Turlaliśmy sobie długo było bardzo fajno

23. Darcane: Wszystkiemu winna Trylogia

Fantastyka, a szczególnie Władca Pierścieni, stanowiła kolejny etap w mojej drodze do RPG także dlatego, że zafascynowany postaciami Legolasa czy Aragorna „zmieniłem setting” z Rzeczpospolitej Obojga Narodów na rzecz fantastycznych krain Śródziemia. Pamiętam, że napisałem nawet jakieś opowiadania fantastyczne. Mam nadzieję, że nie mam tego nigdzie na dysku…

24. Savarian: Stereotypowy Ignorant czyli moje początki z RPG

Grałem z koleżkami w kosza „na ósemce” czyli boisku mojej szkoły i wtedy pierwszy raz, świadomie zapytałem ich „o te gry”. Wiedziałem, że grywali w coś ale była to dla mnie czarna magia. Zresztą ja wtedy słuchałem hip hopu, nagrywałem piosenki (oczywiście hip-hopowe) razem z ziomalami (wtedy mówiło się z koleżkami) i siedzenie po nocach oraz granie w coś tam to była dla mnie strata czasu.

25. Zigzak: Good old days…

Tuż nad moim łóżkiem stał ogromny (dla paroletniego dziecka), pełen książek regał, który zawsze mnie fascynował. […] Kiedyś, podczas jednej z szalonych wypraw eksploracyjnych po moim pokoju, jakimś cudem wdrapałem się po łożku, krześle i regale na sam jego szczyt i zobaczyłem coś, co na zawsze odmieniło moje życie.

26. Drozdal: Koszaliński oldskull

Pierwszą sesję w Kryształy czasu zagrałem u Rafała, po tym jak przeprowadził się na drugą stronę miasta i aby dotrzeć do jego domu trzeba było po opuszczeniu autobusu na końcowej pętli przez około dwa kilometry na piechotę iść przez błotniste i nieoświetlone drogi. Ale warto było. Pamiętam, że była to przygoda ze statkiem opublikowana w jednym z pierwszych numerów Labiryntu.

27. Theta: Zanim zagrałem pierwszą sesję

[…] Znalazłem nieznaną mi książkę J.R.R Tolkiena. Trzy tomy. Prawdę mówiąc autor zwisał mi. Mógł wszak napisać coś nieciekawego. Miałem nadzieję, że jest to kontynuacja przygód Bilba, więc otworzyłem jeden z tomów na pierwszej stronie i przeczytałem o Gandalfie i bliżej mi nie znanym Pippinie, którzy gdzieś jechali. Był Gandalf, więc do domu wróciłem i bez pieniędzy, i bez szkolnej wyprawki.

28. Ninetongues: Widok ze wzgórza

Pamiętam też, że robiłem własne proste (i mniej proste) planszówki, jak wyścigi, w których na wycięte z kartonu „karty pojazdów” można było nakładać żetony z upgrade’ami silników, kół i innych takich kupione za pieniądze z wygranych wyścigów, albo grę planszową (z elementami RPG) pod tytułem Mortal Kombat… System walki (czy raczej jego główna idea) z tej gierki towarzyszy mi w pewnym sensie do dziś, w kolejnych wcieleniach Infusion.

29. Lgaard: …bo RPG było w nas…

Ów Bezimienny, to oczywiście główny antagonista występujący w grze planszowej Labirynt Śmierci, którą to grę kupiłem będąc na jakimś nudnym wypadzie wakacyjnym z rodzicami. Ot, leżała sobie i czekała na mnie w niczym nie wyróżniającym się sklepie wielobranżowym, gdzieś między proszkiem IXI, stertą brulionów i kartonikiem z wodą brzozową.

20. Kors: Zanim zagrałem pierwszą sesję

W roku 1999, 3DO stworzyło Heroes of Might & Magic III i 3DO widziało, że Heroes III było dobre i piękne. […] Uzależniłem się od tej gry, a spodobały mi się w niej głównie wszystkie fantastyczne motywy. Jednak coś znacznie ważniejszego zdarzyło się na przełomie lat 2001/2002. Zobaczyłem Władcę Pierścieni i coś we mnie odżyło.

31. Chavez: Przez „Bravo” do RPG

W kwietniu 1998 roku zakupiłem swój pierwszy numer MiMa. Taki z zieloną okładką, którą widać obok. Trafiłem na numer kwietniowy, więc było zabawnie. Dla niezorientowanych – MiMy kwietniowe znane były z tego, że były pokręcone. Wszystko na wesoło. Dla osoby, która dopiero zaczynała przygodę z RPG, to nie był dobry wybór. Jakoś jednak dałem radę. Co więcej, trafiłem na moment, gdy na rynek wchodził Earthdawn.

32. Ramel: Dawno temu w Paszowicach…

Moj kolega z klasy mial starszego brata, a on ze znajomymi siedzieli w grach roznych, w 89 jezdzili do berlina, bo pisali demka na Amisie, wiec cos tam podlapali. Przywiezli fajne ksiazki, w jezyku ktorego nie znalem, a ktore (i ich gry) bardzo sie nam podobaly. Na szczescie, w 91 roku trafilem na feniksa i doznalem epifanii!

33. Sethariel: Nim nastał czas Gier Fabularnych

Normalna impreza u kolegi z wielkim domem, bez rodziców. Bilard, rzutki, alkohol, dziewczyny… no dobra z tym alkoholem i dziewczynami to może przesadziłem. Ale i tak świetnie się bawiliśmy. Swoją drogą potem, już za czasów liceum usłyszałem, że w domu kolegi znaleźli plantację marihuany, a kolegę znalazł kurator i się nim zaopiekował…

34. Seji: Moja droga do pierwszej sesji

Niestety, próby czytania „poważnego science fiction” w wieku ośmiu lat skazane były na niepowodzenie. Na moment zniechęciłem się do literatury fantastycznej, do chwili, gdy w Top Secret (byłem szczęśliwym posiadaczem Commodore 64 i zapalonym graczem komputerowym) trafiłem na wzmiankę o Władcy pierścieni. Pani w bibliotece miejskiej była „nasza” i przy próbie wypożyczenia Tolkiena spytała, czy czytałem już Hobbita. Wsiąkłem.

 Zamieścił: dn. 02/07/2011 o 11:46

 Zostaw odpowiedź