Sty 222017
 
Czym są gry fabularne?
Wstęp

Dość trudno jest wyjaśnić, czym są gry fabularne, do tego w taki sposób, żeby zupełnie zielona osoba załapała specyfikę tej rozrywki. O wiele lepiej jest zademonstrować RPG podczas rozgrywki. Czasem jednak nie ma możliwości poprowadzenia sesji i pozostaje sięgnąć po opis.

Dawno temu opublikowałem na Polterze tekst na ten temat (nadal tam wisi). Chyba nie był zły. Nawet wypożyczyłem go paru stronom internetowym, które potrzebowały podobnego omówienia. Po paru latach artykuł przerobiłem, skróciłem i porzuciłem. Miałem dopisać fragment pokazujący przebieg rozgrywki, lecz nigdy nie chciało mi się nic wymyślić.

Jakiś czas temu wróciłem do tego tekstu. Przerobiłem go ponownie, tym razem już na własne potrzeby, poprawiłem i znów odstawiłem do kąta. Po drodze dostałem propozycję opublikowania go … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 22/01/2017 o 00:03
Lut 262013
 
Mass Effect 3 - railroading na ratunek galaktyce

Przeprosiłem się z platformą Origin (głównie dzięki noworocznej wyprzedaży – padające losowo serwery fajne nie są) i zagrałem w odkładany na później Mass Effect 3 – wersję z poprawionym zakończeniem i dostępnymi DLC (From Ashes, OmegaLeviathan). Ogólne wrażenia z gry wyniosłem dobre, choć moim zdaniem, podobnie jak w przypadku części pierwszej, recenzentów znów poniosła fantazja. Mass Effect 3 okazał się bardzo fajnym tytułem pod względem grywalności, za to liniowym do bólu i w sumie nijakim, jeśli chodzi o fabułę. Być może znów miałem zbyt wygórowane oczekiwania, jak w przypadku pierwszej gry (choć i tak cykl ME okazał się lepszy od wynoszonego pod niebiosa Wiedźmina). Być może nikt już nie robi już takich gier, które mogłyby … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 26/02/2013 o 01:11
Wrz 242012
 
FTL: Faster Than Light

Nigdy wcześniej nie miałem wrażenia, że powoli popadam w uzależnienie. Dopiero po zagraniu w FTL: Faster Than Light zrozumiałem, jak to jest, kiedy człowiek bez przekonania mówi sam do siebie: jeszcze tylko jeden raz, ostatni, wiem, że już jest trzecia nad ranem… Ta gra to narkotyk w najczystszej postaci. Jedyne, co powstrzymuje mnie przed całkowitym zatraceniem się, to świadomość, że i tak końcowego bossa nie pokonam, mimo kilkunastu już prób. Wiem, że ten drań na końcu i tak mnie załatwi wcześniej czy później, więc mogę już grać czysto rekreacyjnie. Przynajmniej tak to sobie tłumaczę  (poprawka: pokonałem go, przygotowując zrzuty ekranu na potrzeby niniejszej recenzji – mogę wreszcie spać spokojnie).

FTL: Faster Than Light to udany kickstarterowy projekt – odpowiedź przerosła oczekiwania twórców, zamiast potrzebnych 10 000 dolarów, … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 24/09/2012 o 01:15
Sie 132012
 
To the Moon

To the Moon napisano już sporo, mimo to postanowiłem dołożyć parę słów od siebie (nie, nie będzie o grafice i muzyce, choć zwłaszcza ta ostatnia zasługuje na brawa). Nieczęsto bowiem pojawia się gra niewielka, o maksymalnie uproszczonej interakcji, a jednocześnie wciągająca.

To the Moon to w teorii przygodówka. Dwójka bohaterów ma za zadanie spełnić marzenie umierającego człowieka i pomóc mu polecieć na Księżyc – przynajmniej we wspomnieniach. Żeby tego dokonać, konieczne będzie zmodyfikowanie pamięci chorego, by jego umysł stworzył zupełnie nową ścieżkę wydarzeń zakończoną na srebrnym globie.

Dlaczego gra jest przygodówką tylko w teorii? Niby mamy tutaj tradycyjny model point’n’click, jednak po chwili zabawy pojawia się pytanie: czy To the Moon można w ogóle nazwać grą? Interakcja ogranicza się do klikania od czasu … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 13/08/2012 o 23:21
Cze 172012
 
Shields up! – zagrałem w Artemis

Czy jest jakiś fan Star Treka, który choć raz nie marzył, żeby zająć miejsce kapitana Kirka (lub Picarda) i sprawdzić się jako dowódca Enterprise? Albo chociaż usiąść za konsolą Sulu lub Spocka i stać się jednym ze sprawców kolejnego zwycięstwa odniesionego przez Gwiezdną Flotę? Fajnie by było, prawda? Jak to dobrze, że marzenia są po to, żeby je spełniać.

grze Artemis przypadkiem usłyszałem parę tygodni temu. Poczytałem o rozgrywce, pooglądałem nagrania i pomyślałem, że może być ciężko znaleźć ekipę, która zechce w to zagrać – więc nie szukałem, mój błąd, który będę musiał nadrobić. Nagle jednak nadarzyła się okazja do zabawy – i to jakiej! Miałem oto sposobność zasiąść za sterami (i nie tylko) okrętu Gwiezdnej Floty.

Artemis to symulator mostka okrętu kosmicznego – udawać może w zasadzie dowolną … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 17/06/2012 o 22:43
Sty 022012
 
Mass Effect 2 - więcej, lepiej, mocniej, ale...

Zawsze fascynowały mnie w grach konsolowych (wcześniej w arcade’owych) walki z bossami. Wybuchy, fajerwerki, kolory, strumienie płynnego ołowiu, lasery, masery, epickie starcia, szybka akcja – tego wszystkiego od zawsze brakowało mi w grach na PC, a na konsoli nigdy niedane mi było dłużej pograć. I kiedy wreszcie zagrałem w dobrą konsolową konwersję na „piecu”, poczułem coś w rodzaju rozczarowania połączonego z niechęcią. (Tak, wiem, że są inne gry na kształt albo konwersje, ale akurat przy tej jednej mnie tak walnęło – zakładam oczywiście możliwość, że trafił mi się przykład niereprezentatywny, więc nie powinienem generalizować).

Mass Effect 2 jest fajną grą. To pierwsza produkcja od lat, której design mnie zachwycił – krajobrazy, wystrój wnętrz, rozmach projektu – aż powiedziałem sam do siebie: „a niech mnie, jakie to fajne!”. Niestety, … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 02/01/2012 o 12:32
Gru 172011
 
Mass Effect - recenzje kontra rzeczywistość

Gram sobie w Mass Effect (tak, wiem, stare i zmurszałe, ale akurat do tej gry doszła moja prywatna kolejka „do zagrania”, poza tym lubię stare gry). Jestem mniej więcej w 2/3 głównego wątku i zastanawiam się, co (lub ile) brali recenzenci, którzy dawali tej grze noty 90/100 i wyższe. Nie wszyscy, przyznaję, ale zdecydowana większość – oceniali tak zwłaszcza w recenzjach, które pojawiły się krótko po premierze.

Lubię czytać recenzje gier, w które właśnie gram, żeby sprawdzić, w jakim stopniu moje wrażenia pokrywają się z odbiorem innych; czasem recenzent zwróci uwagę na jakieś detale, które mi umknęły, podrzuci ciekawostkę z produkcji itd. W przypadku Mass Effect większość obserwacji pokrywa się z moimi. Różnica dotyczy zwykle podsumowania i oceny końcowej.

ME chwalony był za fabułę. Możliwe, … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 17/12/2011 o 02:41
Gru 032011
 
Ultima VII moja miłość

Ultima VII była moją drugą oryginalną grą na PC – jeśli dobrze pamiętam, bo mogła to też być Cywilizacja (pierwszy był Populous II i to pamiętam doskonale). Wcześniej wiele w CRPG nie grałem, w RPG też się jeszcze wtedy nie bawiłem (choć moje zagranie w Ultimę VII i w Oko Yrrhedesa nie były bardzo oddalone od siebie w czasie – grę kupiłem w lutym, a 7. numer Magii i Miecza w lipcu 1994 roku). Po drodze dane mi było pobawić się chwilę na w trzecią część Eye of the Beholder, ale bez instrukcji wiele z tego nie miałem (niestety, z tego samego powodu w większości ominęły mnie świetne CRPG na C64, choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to jest CRPG).

O serii Ultima przeczytałem w jednym z numerów Computer Studio. … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 03/12/2011 o 13:19
Gru 062009
 

Właśnie skończyłem Trine, platformówkę wykorzystującą PhysX – silnik fizyczny Nvidii. Gra, choć krótka (na średnim poziome trudności przejście wszystkich poziomów zajmuje jeden dzień), jest niesamowicie wciągająca. Do tego wygląda obłędnie. O ile Modern Warfare 2 zachwyca detalami, to Trine chwyta za serce kolorami i ogólnie pojętym współczynnikiem „słodkości”. Bajkowe tła, baśniowi bohaterowie, mroczna fabuła i puzzle oparte na fizyce (podnieś belkę, zakręć kołem, przesuń skrzynkę). Możliwości postaci – maga, złodzieja i rycerza – najlepiej oddaje poniższy trailer. Trine polecam każdemu, kto szuka niezobowiązującej, przyjemnej rozrywki na weekend (choć ostatni level to istny koszmar). Tytuł warto nabyć przez Allegro – ceny od 40 do 60 zł za zafoliowaną nówkę (w sklepach zazwyczaj 70+ zł). Od czasów … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 06/12/2009 o 22:59
Cze 102006
 
Skończyłem Cave Story

Przed chwilą przeszedłem Cave Story. Trochę to trwało, ale udało się. Przyznaję jednak, że nie obeszło się bez oszukiwania pod koniec. Cóż, słabą mam wolę ;). Do Cave Story nie ma, niestety, żadnych cheatów, więc trzeba było grzebać w zapisanej grze. Aż mi się łza w oku zakręciła, bo było jak za starych, dobrych czasów: edytor hexów, kalkulator pod ręką (gdyby trzeba było przeliczać z szesnastkowego na dziesiętne i odwrotnie) i trochę kombinowania z – jak zwykle – zagmatwanymi wskazówkami tego, kto poprawiał grę przed nami. Poczułem się o dziesięć lat młodszy :).… [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 10/06/2006 o 19:37