Wrz 012012
 
Star Trek: The Original Series

Do obejrzenia oryginalnego serialu Star Trek dotarłem okrężną drogą, zaczynając dawno temu od serialu Star Trek: The Next Generation (w kilku podejściach, zależnie od humoru różnych stacji TV, które puszczały ten serial zazwyczaj w dziwnych godzinach, a potem ściągały z ramówki z powodu niskiej oglądalności). Po drodze trafiły się filmy kinowe, potem Deep Space Nine, wreszcie urywki ze Star Trek: The Original Series (kilkanaście odcinków drugiego i trzeciego sezonu).

Pomysł Gene’a Roddenberry’ego ma „to coś”, tę właściwą kombinację treści, postaci, idei, która sprawia, że wciąga już na starcie i nie pozwala się oderwać, a potem zapomnieć, zignorować i przejść do kolejnego serialu. Nawet w najsłabszych odcinkach znajdą się elementy, dzięki którym ciężko uznać czas poświęcony na obejrzenie kolejnego epizodu … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 01/09/2012 o 13:11
Sie 132012
 
To the Moon

To the Moon napisano już sporo, mimo to postanowiłem dołożyć parę słów od siebie (nie, nie będzie o grafice i muzyce, choć zwłaszcza ta ostatnia zasługuje na brawa). Nieczęsto bowiem pojawia się gra niewielka, o maksymalnie uproszczonej interakcji, a jednocześnie wciągająca.

To the Moon to w teorii przygodówka. Dwójka bohaterów ma za zadanie spełnić marzenie umierającego człowieka i pomóc mu polecieć na Księżyc – przynajmniej we wspomnieniach. Żeby tego dokonać, konieczne będzie zmodyfikowanie pamięci chorego, by jego umysł stworzył zupełnie nową ścieżkę wydarzeń zakończoną na srebrnym globie.

Dlaczego gra jest przygodówką tylko w teorii? Niby mamy tutaj tradycyjny model point’n’click, jednak po chwili zabawy pojawia się pytanie: czy To the Moon można w ogóle nazwać grą? Interakcja ogranicza się do klikania od czasu … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 13/08/2012 o 23:21
Cze 172012
 
Shields up! – zagrałem w Artemis

Czy jest jakiś fan Star Treka, który choć raz nie marzył, żeby zająć miejsce kapitana Kirka (lub Picarda) i sprawdzić się jako dowódca Enterprise? Albo chociaż usiąść za konsolą Sulu lub Spocka i stać się jednym ze sprawców kolejnego zwycięstwa odniesionego przez Gwiezdną Flotę? Fajnie by było, prawda? Jak to dobrze, że marzenia są po to, żeby je spełniać.

grze Artemis przypadkiem usłyszałem parę tygodni temu. Poczytałem o rozgrywce, pooglądałem nagrania i pomyślałem, że może być ciężko znaleźć ekipę, która zechce w to zagrać – więc nie szukałem, mój błąd, który będę musiał nadrobić. Nagle jednak nadarzyła się okazja do zabawy – i to jakiej! Miałem oto sposobność zasiąść za sterami (i nie tylko) okrętu Gwiezdnej Floty.

Artemis to symulator mostka okrętu kosmicznego – udawać może w zasadzie dowolną … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 17/06/2012 o 22:43
Sty 022012
 
Mass Effect 2 - więcej, lepiej, mocniej, ale...

Zawsze fascynowały mnie w grach konsolowych (wcześniej w arcade’owych) walki z bossami. Wybuchy, fajerwerki, kolory, strumienie płynnego ołowiu, lasery, masery, epickie starcia, szybka akcja – tego wszystkiego od zawsze brakowało mi w grach na PC, a na konsoli nigdy niedane mi było dłużej pograć. I kiedy wreszcie zagrałem w dobrą konsolową konwersję na „piecu”, poczułem coś w rodzaju rozczarowania połączonego z niechęcią. (Tak, wiem, że są inne gry na kształt albo konwersje, ale akurat przy tej jednej mnie tak walnęło – zakładam oczywiście możliwość, że trafił mi się przykład niereprezentatywny, więc nie powinienem generalizować).

Mass Effect 2 jest fajną grą. To pierwsza produkcja od lat, której design mnie zachwycił – krajobrazy, wystrój wnętrz, rozmach projektu – aż powiedziałem sam do siebie: „a niech mnie, jakie to fajne!”. Niestety, … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 02/01/2012 o 12:32
Gru 172011
 
Mass Effect - recenzje kontra rzeczywistość

Gram sobie w Mass Effect (tak, wiem, stare i zmurszałe, ale akurat do tej gry doszła moja prywatna kolejka „do zagrania”, poza tym lubię stare gry). Jestem mniej więcej w 2/3 głównego wątku i zastanawiam się, co (lub ile) brali recenzenci, którzy dawali tej grze noty 90/100 i wyższe. Nie wszyscy, przyznaję, ale zdecydowana większość – oceniali tak zwłaszcza w recenzjach, które pojawiły się krótko po premierze.

Lubię czytać recenzje gier, w które właśnie gram, żeby sprawdzić, w jakim stopniu moje wrażenia pokrywają się z odbiorem innych; czasem recenzent zwróci uwagę na jakieś detale, które mi umknęły, podrzuci ciekawostkę z produkcji itd. W przypadku Mass Effect większość obserwacji pokrywa się z moimi. Różnica dotyczy zwykle podsumowania i oceny końcowej.

ME chwalony był za fabułę. Możliwe, … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 17/12/2011 o 02:41
Gru 032011
 
Ultima VII moja miłość

Ultima VII była moją drugą oryginalną grą na PC – jeśli dobrze pamiętam, bo mogła to też być Cywilizacja (pierwszy był Populous II i to pamiętam doskonale). Wcześniej wiele w CRPG nie grałem, w RPG też się jeszcze wtedy nie bawiłem (choć moje zagranie w Ultimę VII i w Oko Yrrhedesa nie były bardzo oddalone od siebie w czasie – grę kupiłem w lutym, a 7. numer Magii i Miecza w lipcu 1994 roku). Po drodze dane mi było pobawić się chwilę na w trzecią część Eye of the Beholder, ale bez instrukcji wiele z tego nie miałem (niestety, z tego samego powodu w większości ominęły mnie świetne CRPG na C64, choć wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to jest CRPG).

O serii Ultima przeczytałem w jednym z numerów Computer Studio. … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 03/12/2011 o 13:19
Lis 012011
 
Designers & Dragons - rzut okiem

Zamówiłem Designers & Dragons, wydaną w 2011 roku nakładem Mongoose Publishing książkę opisującą historię rynku gier fabularnych, perypetie firm, gier i twórców. Jako że w Leisure Games dorzucili wersję elektroniczną, zerknąłem na szybko, czego się spodziewać.

Napisana przez Shannona Appelcline’a książka Designers & Dragons to niemal 450 stron opowieści o historii RPG. To zbiór uporządkowanych chronologicznie (ale i firmami) pomysłów, tytułów, ciekawostek i trendów. Każdemu z omówionych wydawnictw (głównie te większe, lecz są też małe, ale znaczące dla hobby) poświęcono od kilku do kilkunastu stron, przedstawiając historię rozwoju – a bywa, że i upadku – firmy i wydawanych przez nią gier. Co więcej, na koniec każdego rozdziału autor informuje, w której części książki znajdziemy więcej informacji na właśnie poruszone tematy (wspomniane wydawnictwa, projektanci itp.).… [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 01/11/2011 o 13:54
Wrz 062011
 
Test jakości ekranizacji

Siedząc dzisiaj w kinie (na czym siedziałem – o tym w kolejnym akapicie) wymyśliłem sposób testowania jakości ekranizacji. Należy z filmu wyrzucić wszelkie nazwy własne (z dialogów, narracji i napisów): imiona, nazwy miejsc, przedmiotów i tak dalej. Jeśli po takim zabiegu nadal da się rozpoznać na bazie jakiego materiału wyjściowego powstał film, ekranizacja jest udana. Polecam spróbować dla Władcy pierścieni, Legend of the SeekerGry o tron.

Conan (w 3D, którego nie widać) testu nie zdał. Film położyła fabuła. Zamiast wziąć na warsztat jedno z opowiadań Howarda, ktoś wymyślił sztampową historię o zemście, ratowaniu świata i wyzwalaniu niewolników. Równie dobrze ten film mógłby się nazywać „Umięśniony koleś w czerwonej kiecce, co się nie brudzi i nie niszczy, mści się i ratuje świat … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 06/09/2011 o 23:25
Cze 292009
 
Transformers 2: Bo fabuła była za słona

W minioną sobotę wreszcie zobaczyłem Transformers 2. Z kina wyszedłem uradowany jak rzadko, jako że film spełnił moje oczekiwania z nawiązką (swoje dołożył też zwiastun G.I.Joe – pomijając durne accelerator suits produkcja zapowiada się dobrze). Michael Bay poszedł na całość, dając miłośnikom wielkich robotów to, co lubią najbardziej: więcej wielkich robotów. Autoboty walczyły z Decepticonami, między nimi plątali się U.S. Marines z ciężkim sprzętem, było dużo huku, błysków, wybuchów, latających odłamków, i tak dalej. Twórcy postawili na akcję i wyszło im to doskonale. Żaden geek, który kiedykolwiek zachwycił się czy to animowanymi lub komiksowymi transformerami, czy też miał kiedyś figurki z tej serii, nie powinien się rozczarować.

Z ciekawości przejrzałem kilka opublikowanych w sieci recenzji (parę wygooglanych, parę spłynęło RSS-em). To był … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 29/06/2009 o 23:24
Mar 262009
 
Nienarodzony - najlepszy był trailer

Pomysł na film Nienarodzony (The Unborn) był fajny. Podaruję sobie oznaczanie spoilerów, bo mam nadzieję, że nikogo do obejrzenia tego filmu nie zachęcę: dybuk próbuje powrócić do świata żywych. Mógł być z tego całkiem niezły, koszerny horror.

Tymczasem do kina trafiła idiotyczna historia o demonie, który chce się odrodzić, więc usilnie próbuje zabić swoją przyszłą matkę (serio!) – no dobra, nienawidzi jej, bo jej babka zabiła go w Oświęcimiu (jeszcze bardziej serio!). Na koniec okazuje się, że dziewczyna jest w ciąży (bliźniaczej, co istotne), więc na cholerę było to całe zabijanie. Do tego dochodzi wątek obumarłego bliźniaczego płodu bohaterki (jej babka też była bliźniakiem i właśnie w jej brata wszedł demon w Oświęcimiu wskutek eksperymentów nazistów) – pewnie dlatego dybuk dyszy … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 26/03/2009 o 12:41