Lip 302014
 
Oko Yrrhedesa – 20 lat później

Pierwszą sesję zagrałem, a raczej poprowadziłem, pod koniec czerwca 1994 roku. Było to Oko Yrrhedesa z 7. numeru czasopisma „Magia i Miecz”. Był to mój pierwszy kontakt z grami fabularnymi, choć nie z grową fantastyką i planszówkami. Wcześniej były gry ze „Świata Młodych”, niezrozumiały (dla ośmiolatka) Gwiezdny Kupiec, był DreszczLabirynt Śmierci. Była także planszowa Magia i Miecz oraz Battletech. O tym już kiedyś pisałem.

Bardzo długo tylko prowadziłem. Potem proporcje zaczęły zmieniać się na korzyść grania, aż zupełnie przestałem mistrzować. Czas, lenistwo, inne rozrywki – to wszystko bardzo odciąga od RPG, a zwłaszcza od konieczności przygotowania się do sesji. Przyjść i zagrać jest prosto; bez motywacji, bez silnej chęci nie ma sensu siadać po drugiej stronie stołu i psuć graczom … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 30/07/2014 o 08:30
Lut 262013
 
Mass Effect 3 - railroading na ratunek galaktyce

Przeprosiłem się z platformą Origin (głównie dzięki noworocznej wyprzedaży – padające losowo serwery fajne nie są) i zagrałem w odkładany na później Mass Effect 3 – wersję z poprawionym zakończeniem i dostępnymi DLC (From Ashes, OmegaLeviathan). Ogólne wrażenia z gry wyniosłem dobre, choć moim zdaniem, podobnie jak w przypadku części pierwszej, recenzentów znów poniosła fantazja. Mass Effect 3 okazał się bardzo fajnym tytułem pod względem grywalności, za to liniowym do bólu i w sumie nijakim, jeśli chodzi o fabułę. Być może znów miałem zbyt wygórowane oczekiwania, jak w przypadku pierwszej gry (choć i tak cykl ME okazał się lepszy od wynoszonego pod niebiosa Wiedźmina). Być może nikt już nie robi już takich gier, które mogłyby … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 26/02/2013 o 01:11
Sty 312013
 
Armie Apokalipsy - recenzja (część 2)

Druga część recenzji Armii Apokalipsy (link do części pierwszej)

W WoDzie po kostki

Czy zwróciłaś kiedyś uwagę na to, że w Biblii, kiedy Bóg chciał kogoś ukarać,
albo zrobić z niego przykład, albo gdy potrzebował kogoś zabić, wysyłał anioła?
Zastanawiałaś się kiedyś, jaka musi być taka istota? Przez całe swoje istnienie wielbi Boga,
a jedno ze skrzydeł ma zawsze zbroczone krwią. Naprawdę chciałabyś zobaczyć anioła?
Armia Boga

Armie Apokalipsy pełne są inspiracji i zapożyczeń z innych gier, do czego autorzy się przyznają. Oczywiście nie kopiowali wszystkiego po kolei, lecz wybrali pewne elementy, które im się podobały, nieco je zmienili i dostosowali do swoich potrzeb. Znajdują się tu m.in. zapożyczenia z gier niezależnych (oddawanie narracji i kontroli nad wydarzeniami graczom, wymóg opisania rezultatów … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 31/01/2013 o 06:00
Sty 302013
 
Armie Apokalipsy - recenzja (część 1)

Ze względu na objętość recenzji, publikuję ją w dwóch częściach (link do części drugiej). W wersji tl;dr – skróconej i trochę zmienionej – tekst najprawdopodobniej ukaże się ukazał się w 65. numerze magazynu Rebel Times. Cytaty, poza pierwszym, w tłumaczeniu własnym.

Czasy ostateczne

 A gdy się skończy tysiąc lat, z więzienia swego szatan zostanie zwolniony. I wyjdzie,
by omamić narody z czterech narożników ziemi, Goga i Magoga, by ich zgromadzić na bój
[…].
Ap, 20:7-8

Nadchodzi Apokalipsa. Ostateczna rozprawa z Wrogiem, który zerwał więżące go w Piekle kajdany i przygotowuje swój tryumfalny powrót. Przeciwko siłom Bestii stają Zastępy Pana, aniołowie gotowi walczyć i zginąć na chwałę Stwórcy. Pomiędzy nadciągającymi na pole bitwy armiami znajduje się ludzkość, wykorzystywana przez obie … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 30/01/2013 o 15:40
Gru 182012
 
Star Trek: The Animated Series

Misja USS Enterprise miała trwać pięć lat. Niestety, serial zdjęto z ramówki po trzeciej serii. Jednak na początku lat 70., zachęcone wynikami sprzedaży ST: TOS innym sieciom telewizyjnym, studio Paramount Television zdecydowało się zainwestować w animowany serial Star Trek. Zaangażowano niemal całą obsadę oryginalnego serialu, więc postacie nie tylko były do siebie mniej lub bardziej podobne, ale dodatkowo zgadzały się dubbingowane głosy. Ze względu na ograniczony budżet swojej roli chorążego Chekova nie powtórzył Walter Koenig (za to napisał scenariusz odcinka The Infinite Vulcan) – jego miejsce zajęli porucznik Arex i porucznik M’Ress. Pierwszy odcinek (z 22) wyemitowano 8 sierpnia 1973 roku, dokładnie siedem lat po premierze Star Trek: The Original Series.

Wizualnie … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 18/12/2012 o 23:25
Paź 112012
 
Dead Island

Dead Island to bardzo fajna gra. Dead Island to bardzo frustrująca gra. Gry powinny dawać przyjemność z zabawy. Dead Island momentami wkurza niemiłosiernie, ale rozrywka jest przednia.

Rdzeń fabuły, jak to w przypadku historii o zombie bywa, jest prosty: nastąpił wysyp żywych trupów, nie daj się zabić, znajdź sposób na ucieczkę z wyspy. Po drodze pojawiają się niejako standardowo: wirusowa przyczyna epidemii, szczepionka, żerujące na ludzkim nieszczęściu gangi, laboratorium i kilka mniej lub bardziej kojarzonych popkulturowych motywów (w tym zapożyczenia z innych gier i elementy niekoniecznie związane z zombiakami, jak np. linie lotnicze Oceanic). Gracz ma okazję znaleźć bezpieczne schronienie, wyposażyć je, pomóc innym ocalałym, wykonać kilka dobrych uczynków, poznać przyczynę epidemii i otworzyć furtkę do sequela.

Plusy
[czytaj dalej]
 Zamieścił: dn. 11/10/2012 o 02:18
Wrz 242012
 
FTL: Faster Than Light

Nigdy wcześniej nie miałem wrażenia, że powoli popadam w uzależnienie. Dopiero po zagraniu w FTL: Faster Than Light zrozumiałem, jak to jest, kiedy człowiek bez przekonania mówi sam do siebie: jeszcze tylko jeden raz, ostatni, wiem, że już jest trzecia nad ranem… Ta gra to narkotyk w najczystszej postaci. Jedyne, co powstrzymuje mnie przed całkowitym zatraceniem się, to świadomość, że i tak końcowego bossa nie pokonam, mimo kilkunastu już prób. Wiem, że ten drań na końcu i tak mnie załatwi wcześniej czy później, więc mogę już grać czysto rekreacyjnie. Przynajmniej tak to sobie tłumaczę  (poprawka: pokonałem go, przygotowując zrzuty ekranu na potrzeby niniejszej recenzji – mogę wreszcie spać spokojnie).

FTL: Faster Than Light to udany kickstarterowy projekt – odpowiedź przerosła oczekiwania twórców, zamiast potrzebnych 10 000 dolarów, … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 24/09/2012 o 01:15
Wrz 012012
 
Star Trek: The Original Series

Do obejrzenia oryginalnego serialu Star Trek dotarłem okrężną drogą, zaczynając dawno temu od serialu Star Trek: The Next Generation (w kilku podejściach, zależnie od humoru różnych stacji TV, które puszczały ten serial zazwyczaj w dziwnych godzinach, a potem ściągały z ramówki z powodu niskiej oglądalności). Po drodze trafiły się filmy kinowe, potem Deep Space Nine, wreszcie urywki ze Star Trek: The Original Series (kilkanaście odcinków drugiego i trzeciego sezonu).

Pomysł Gene’a Roddenberry’ego ma „to coś”, tę właściwą kombinację treści, postaci, idei, która sprawia, że wciąga już na starcie i nie pozwala się oderwać, a potem zapomnieć, zignorować i przejść do kolejnego serialu. Nawet w najsłabszych odcinkach znajdą się elementy, dzięki którym ciężko uznać czas poświęcony na obejrzenie kolejnego epizodu … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 01/09/2012 o 13:11
Sie 132012
 
To the Moon

To the Moon napisano już sporo, mimo to postanowiłem dołożyć parę słów od siebie (nie, nie będzie o grafice i muzyce, choć zwłaszcza ta ostatnia zasługuje na brawa). Nieczęsto bowiem pojawia się gra niewielka, o maksymalnie uproszczonej interakcji, a jednocześnie wciągająca.

To the Moon to w teorii przygodówka. Dwójka bohaterów ma za zadanie spełnić marzenie umierającego człowieka i pomóc mu polecieć na Księżyc – przynajmniej we wspomnieniach. Żeby tego dokonać, konieczne będzie zmodyfikowanie pamięci chorego, by jego umysł stworzył zupełnie nową ścieżkę wydarzeń zakończoną na srebrnym globie.

Dlaczego gra jest przygodówką tylko w teorii? Niby mamy tutaj tradycyjny model point’n’click, jednak po chwili zabawy pojawia się pytanie: czy To the Moon można w ogóle nazwać grą? Interakcja ogranicza się do klikania od czasu … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 13/08/2012 o 23:21
Cze 172012
 
Shields up! – zagrałem w Artemis

Czy jest jakiś fan Star Treka, który choć raz nie marzył, żeby zająć miejsce kapitana Kirka (lub Picarda) i sprawdzić się jako dowódca Enterprise? Albo chociaż usiąść za konsolą Sulu lub Spocka i stać się jednym ze sprawców kolejnego zwycięstwa odniesionego przez Gwiezdną Flotę? Fajnie by było, prawda? Jak to dobrze, że marzenia są po to, żeby je spełniać.

grze Artemis przypadkiem usłyszałem parę tygodni temu. Poczytałem o rozgrywce, pooglądałem nagrania i pomyślałem, że może być ciężko znaleźć ekipę, która zechce w to zagrać – więc nie szukałem, mój błąd, który będę musiał nadrobić. Nagle jednak nadarzyła się okazja do zabawy – i to jakiej! Miałem oto sposobność zasiąść za sterami (i nie tylko) okrętu Gwiezdnej Floty.

Artemis to symulator mostka okrętu kosmicznego – udawać może w zasadzie dowolną … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 17/06/2012 o 22:43