Lip 142019
 
Eye of the Beholder – dokument o malowaniu smoków

Eye of the Beholder: The Art of Dungeons and Dragons to pierwszy z fali zapowiedzianych dokumentów o D&D, który ujrzał światło dzienne (dwa utknęły w prawniczym piekle, z którego jeden jakoś wyłazi, kolejny jest na ukończeniu, a jeszcze inny jakiś czas temu dopiero zebrał fundusze). Tym bardziej cieszy fakt, że komuś wreszcie udało się skończyć taką produkcję, akurat na 45-lecie D&D. EotB przedstawia historię i trendy w oprawie graficznej podręczników Dungeons & Dragons, nakreśla sylwetki artystów (pojawiają się m.in. Larry Elmore, Jeff Easley, Erol Otus, Jim Roslof, Brom, Jennell Jaquays, Jeff Dee, Tony DiTerlizzi, Darlene) i omawia style rysowania poszczególnych ilustratorów.

W filmie można zobaczyć sporo znajomych … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 14/07/2019 o 20:21
Maj 082019
 
Secrets of Blackmoor – prawdziwe początki RPG

Właśnie skończyłem oglądać Secrets of Blackmoor, udostępniony przedpremierowo dla osób biorących udział w zbiórce funduszy. To świetny dokument omawiający powstanie gier fabularnych i wkład Davida Wesely’ego, Dave’a Arnesona oraz pozostałych graczy z Twin Cities w rozwój RPG – wkład przez lata ignorowany i zapomniany. I choć geneza gier fabularnych jest z grubsza znana (aczkolwiek nie tak powszechnie, jak być powinna), Secrets of Blackmoor dorzuca do niej sporo szczegółów i pokazuje, jak kolejne, nakładające się na siebie pomysły ukształtowały podstawę naszego hobby. Braunstein, Brownstone, Banania – warto znać te nazwy na równi z Dungeons & DragonsWarhammerem.

Choć ciężko mówić o spoilerach w kontekście filmu dokumentalnego, nie będę opisywał treści Secrets of Blackmoor. … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 08/05/2019 o 00:52
Sie 292018
 
Secrets of Blackmoor (kopia robocza)

Secrets of Blackmoor to powstający od pięciu lat film dokumentalny o początkach gier fabularnych. Reklamowany jest hasłem „Prawdziwa historia Dungeons & Dragons”. I choć twórcy filmu wielokrotnie podkreślali, że bez Gary’ego Gygaxa i Dave’a Arnesona nie byłoby gier fabularnych, materiały publikowane na stronie produkcji oraz fanpage’u wyraźnie wskazują, gdzie tak naprawdę narodziło się RPG: pośród graczy z aglomeracji Minneapolis-Saint Paul, zwanej także Twin Cities. Jeszcze mocniej podkreśla tę tezę udostępniony niedawno 35-minutowy (całość ma trwać około dwóch godzin) fragment roboczej kopii filmu. Materiał jest pozbawiony napisów, z niewyrównanymi poziomami dźwięku i innymi rzeczami, które zostaną poprawione w postprodukcji – nie przeszkadza to jednak w odbiorze. A jest co oglądać.

Pierwsze pół godziny Secrets of Blackmoor to opowieść … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 29/08/2018 o 10:41
Lip 302014
 
Oko Yrrhedesa – 20 lat później

Pierwszą sesję zagrałem, a raczej poprowadziłem, pod koniec czerwca 1994 roku. Było to Oko Yrrhedesa z 7. numeru czasopisma „Magia i Miecz”. Był to mój pierwszy kontakt z grami fabularnymi, choć nie z grową fantastyką i planszówkami. Wcześniej były gry ze „Świata Młodych”, niezrozumiały (dla ośmiolatka) Gwiezdny Kupiec, był DreszczLabirynt Śmierci. Była także planszowa Magia i Miecz oraz Battletech. O tym już kiedyś pisałem.

Bardzo długo tylko prowadziłem. Potem proporcje zaczęły zmieniać się na korzyść grania, aż zupełnie przestałem mistrzować. Czas, lenistwo, inne rozrywki – to wszystko bardzo odciąga od RPG, a zwłaszcza od konieczności przygotowania się do sesji. Przyjść i zagrać jest prosto; bez motywacji, bez silnej chęci nie ma sensu siadać po drugiej stronie stołu i psuć graczom … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 30/07/2014 o 08:30
Lut 262013
 
Mass Effect 3 - railroading na ratunek galaktyce

Przeprosiłem się z platformą Origin (głównie dzięki noworocznej wyprzedaży – padające losowo serwery fajne nie są) i zagrałem w odkładany na później Mass Effect 3 – wersję z poprawionym zakończeniem i dostępnymi DLC (From Ashes, OmegaLeviathan). Ogólne wrażenia z gry wyniosłem dobre, choć moim zdaniem, podobnie jak w przypadku części pierwszej, recenzentów znów poniosła fantazja. Mass Effect 3 okazał się bardzo fajnym tytułem pod względem grywalności, za to liniowym do bólu i w sumie nijakim, jeśli chodzi o fabułę. Być może znów miałem zbyt wygórowane oczekiwania, jak w przypadku pierwszej gry (choć i tak cykl ME okazał się lepszy od wynoszonego pod niebiosa Wiedźmina). Być może nikt już nie robi już takich gier, które mogłyby … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 26/02/2013 o 01:11
Sty 312013
 
Armie Apokalipsy - recenzja (część 2)

Druga część recenzji Armii Apokalipsy (link do części pierwszej)

W WoDzie po kostki

Czy zwróciłaś kiedyś uwagę na to, że w Biblii, kiedy Bóg chciał kogoś ukarać,
albo zrobić z niego przykład, albo gdy potrzebował kogoś zabić, wysyłał anioła?
Zastanawiałaś się kiedyś, jaka musi być taka istota? Przez całe swoje istnienie wielbi Boga,
a jedno ze skrzydeł ma zawsze zbroczone krwią. Naprawdę chciałabyś zobaczyć anioła?
Armia Boga

Armie Apokalipsy pełne są inspiracji i zapożyczeń z innych gier, do czego autorzy się przyznają. Oczywiście nie kopiowali wszystkiego po kolei, lecz wybrali pewne elementy, które im się podobały, nieco je zmienili i dostosowali do swoich potrzeb. Znajdują się tu m.in. zapożyczenia z gier niezależnych (oddawanie narracji i kontroli nad wydarzeniami graczom, wymóg opisania rezultatów … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 31/01/2013 o 06:00
Sty 302013
 
Armie Apokalipsy - recenzja (część 1)

Ze względu na objętość recenzji, publikuję ją w dwóch częściach (link do części drugiej). W wersji tl;dr – skróconej i trochę zmienionej – tekst najprawdopodobniej ukaże się ukazał się w 65. numerze magazynu Rebel Times. Cytaty, poza pierwszym, w tłumaczeniu własnym.

Czasy ostateczne

 A gdy się skończy tysiąc lat, z więzienia swego szatan zostanie zwolniony. I wyjdzie,
by omamić narody z czterech narożników ziemi, Goga i Magoga, by ich zgromadzić na bój
[…].
Ap, 20:7-8

Nadchodzi Apokalipsa. Ostateczna rozprawa z Wrogiem, który zerwał więżące go w Piekle kajdany i przygotowuje swój tryumfalny powrót. Przeciwko siłom Bestii stają Zastępy Pana, aniołowie gotowi walczyć i zginąć na chwałę Stwórcy. Pomiędzy nadciągającymi na pole bitwy armiami znajduje się ludzkość, wykorzystywana przez obie … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 30/01/2013 o 15:40
Gru 182012
 
Star Trek: The Animated Series

Misja USS Enterprise miała trwać pięć lat. Niestety, serial zdjęto z ramówki po trzeciej serii. Jednak na początku lat 70., zachęcone wynikami sprzedaży ST: TOS innym sieciom telewizyjnym, studio Paramount Television zdecydowało się zainwestować w animowany serial Star Trek. Zaangażowano niemal całą obsadę oryginalnego serialu, więc postacie nie tylko były do siebie mniej lub bardziej podobne, ale dodatkowo zgadzały się dubbingowane głosy. Ze względu na ograniczony budżet swojej roli chorążego Chekova nie powtórzył Walter Koenig (za to napisał scenariusz odcinka The Infinite Vulcan) – jego miejsce zajęli porucznik Arex i porucznik M’Ress. Pierwszy odcinek (z 22) wyemitowano 8 sierpnia 1973 roku, dokładnie siedem lat po premierze Star Trek: The Original Series.

Wizualnie … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 18/12/2012 o 23:25
Paź 112012
 
Dead Island

Dead Island to bardzo fajna gra. Dead Island to bardzo frustrująca gra. Gry powinny dawać przyjemność z zabawy. Dead Island momentami wkurza niemiłosiernie, ale rozrywka jest przednia.

Rdzeń fabuły, jak to w przypadku historii o zombie bywa, jest prosty: nastąpił wysyp żywych trupów, nie daj się zabić, znajdź sposób na ucieczkę z wyspy. Po drodze pojawiają się niejako standardowo: wirusowa przyczyna epidemii, szczepionka, żerujące na ludzkim nieszczęściu gangi, laboratorium i kilka mniej lub bardziej kojarzonych popkulturowych motywów (w tym zapożyczenia z innych gier i elementy niekoniecznie związane z zombiakami, jak np. linie lotnicze Oceanic). Gracz ma okazję znaleźć bezpieczne schronienie, wyposażyć je, pomóc innym ocalałym, wykonać kilka dobrych uczynków, poznać przyczynę epidemii i otworzyć furtkę do sequela.

Plusy
[czytaj dalej]
 Zamieścił: dn. 11/10/2012 o 02:18
Wrz 242012
 
FTL: Faster Than Light

Nigdy wcześniej nie miałem wrażenia, że powoli popadam w uzależnienie. Dopiero po zagraniu w FTL: Faster Than Light zrozumiałem, jak to jest, kiedy człowiek bez przekonania mówi sam do siebie: jeszcze tylko jeden raz, ostatni, wiem, że już jest trzecia nad ranem… Ta gra to narkotyk w najczystszej postaci. Jedyne, co powstrzymuje mnie przed całkowitym zatraceniem się, to świadomość, że i tak końcowego bossa nie pokonam, mimo kilkunastu już prób. Wiem, że ten drań na końcu i tak mnie załatwi wcześniej czy później, więc mogę już grać czysto rekreacyjnie. Przynajmniej tak to sobie tłumaczę  (poprawka: pokonałem go, przygotowując zrzuty ekranu na potrzeby niniejszej recenzji – mogę wreszcie spać spokojnie).

FTL: Faster Than Light to udany kickstarterowy projekt – odpowiedź przerosła oczekiwania twórców, zamiast potrzebnych 10 000 dolarów, … [czytaj dalej]

 Zamieścił: dn. 24/09/2012 o 01:15