
… [czytaj dalej]Gary Gygax failed his saving throw against heart conditions on March 4, 2008.
Polecam dzisiejsze Userfriendly. Niektóre hasła w krzyżówce są świetne. :)… [czytaj dalej]

Jak dobrze spędzić 1 godzinę 40 minut (z reklamami):
1. Zażyć aviomarin.
2. Pojechać do kina.
3. Kupić bilet na Cloverfield, przy okazji przeklinając dystrybutora za polski tytuł tak co najmniej do siódmego pokolenia wstecz.
4. Obejrzeć reklamy i trailery (reklama Saaba jest świetna!)
5. Obejrzeć film.
5a. Zachwycić się scenami z udziałem wojska, dźwiękiem i radosną rozwałką w NYC.
6. Koniecznie zostać na napisach końcowych.
7. Wyjść z kina.
8. Dzięki aviomarinowi uniknąć stanu „jest mi niedobrze, bo kamera latała”.
Film jak film – dobry. Ale ta muzyka na napisach!… [czytaj dalej]

Ufologią zainteresowałem się chyba w okolicach czwartej klasy podstawówki. Potem doszły do tego teorie Ericha von Dänikena, różnego rodzaju tajemnicze zjawiska (duchy, wampiryzm, magia, samoistne spalenia, teorie spiskowe, itd.) i wsiąkłem w to wszystko na dobre. Czytałem, oglądałem, wyszukiwałem informacje, zresztą nie tylko o UFO. Zainteresowanie takimi sprawami zostało mi do dziś.
Miałem olbrzymie szczęście załapać się na kilkanaście lat historii ruchu ufologicznego i przeczytać sporo publikacji dotyczących tej tematyki, jakie ukazywały się w Polsce w latach 90 i na początku XXI wieku. Potem moje zainteresowanie nieco osłabło, jeśli chodzi o intensywność gromadzenia informacji, jako że fundusze zacząłem pakować w inne rzeczy, ale tak naprawdę pasja nigdy nie wygasła. W każdym razie swego czasu byłem doskonale zorientowany w temacie i nigdy nie była to dla mnie chwilowa moda, która wykreowały swego … [czytaj dalej]

Ona: O czym jest ten film?
On: O potworach.
– dialog parki siedzącej obok mnie
„Nie idź na to, bo to kiepski film jest. Obejrzyj na kompie, szkoda kasy” – takimi tekstami sypali znajomi, kiedy się przyznałem, że wybieram się do kina na Aliens vs Predator 2. Na szczęście mam to do siebie, że nie wierzę recenzentom. A do opinii znajomych także podchodzę ostrożnie, zwłaszcza do tych negatywnych. Już nie raz przekonałem się, że mój gust i czyjś gust są zupełnie odmienne.
Na seans poszedłem z dość krótką listą życzeń: mają być obcy, mają być predatorzy, ma być rzeźnia i fajne efekty specjalne. Nie oczekiwałem ani doskonałej gry aktorskiej, ani głębi psychologicznej bohaterów, ani poziomu Alien czy Aliens. Bo i po co? Owszem, można by zrobić coś o honorze i dumie … [czytaj dalej]

Znów pojechałem na Falkon. Na ten konwent jeżdżę co roku, poczynając od jego drugiej edycji w 2001. Do tej pory tylko raz, w 2006, nie udało mi się wybrać do Lublina. Falkon jest dla mnie tradycyjnym zamknięciem sezonu konwentowego (na Nordcon jakoś nie udało mi się na razie dotrzeć) i wolę nie myśleć, że znów mógłbym opuścić tak sympatyczną imprezę.
Zastanawiałem się, czy pisać klasyczną relację. Ale myślę, że nie ma to większego sensu. Kilka sprawozdań już się w sieci pojawiło, a ja nie muszę się znęcać nad biednymi organizatorami, wytykając im potknięcia i niedoróbki. Niemniej jednak pozwolę sobie na kilka słów o tegorocznej edycji, a potem będzie też o Falkonie, ale ciut z innej beczki.
Lubelski listopadowy konwent ma to do siebie, że wychodzi. Nie pytajcie mnie, jak to możliwe. Za każdym razem Falkon po prostu działa, niezależnie od okoliczności czy pogody (pamiętny atak zimy w 2004). … [czytaj dalej]

Szanowny Amerykański Wydawco,
Jakiś czas temu zapłaciłem Ci $50 za podręcznik. Tyle chciałeś, tyle dostałeś. Podręcznik dotarł w jednym kawałku. Poczytałem, poużywałem. Fajny był. To jest, nadal jest fajny. I w jednym kawałku!
Nie tak dawno temu stwierdziłeś, ze podręcznik pochodzi z partii, w której grzbiet puszcza i wypadają kartki. No, w moim się nie rozpada, to znaczy może nie trzyma jakoś idealnie, ale jest całkiem w porządku. Okay, jak to mówicie za Wielką Wodą.
Szanowny Amerykański Wydawco, mniej więcej w tym samym czasie uznałeś też, że należy tym, którzy nabyli rzeczony podręcznik w przedpłatach, wysłać nowy egzemplarz. Taki, w którym nic się nie będzie rozpadało. Zamiast sprzedać go za kolejne $50 i mieć na waciki czy inne inwestycje. Tym bardziej, że ja żyję w Polsce. A w kraju tym, jak podręcznik się rozpada, to mogę go sobie co najwyżej taśmą … [czytaj dalej]

Zachęcony przez Borysa, wybrałem się do kina na Inwazję (The Invasion), kolejny remake Inwazji porywaczy ciał (Invasion of the Body Snatchers). Była to już czwarta ekranizacja powieści Jacka Finneya, poprzednie powstały w latach: 1956, 1978 i 1993. Prawdę mówiąc, jeśli ktoś widział jedną Inwazję…, to widział już wszystkie, co nie znaczy jednak, ze należy sobie film odpuścić.
Tegoroczny remake to całkiem udana produkcja. Nie jest przesadnie ambitna, nie pretenduje też do miana „odkrycia roku”. Po prostu przedstawia znaną, klasyczną historię, w której tajemniczy obcy podmieniają ludzi (tutaj zmieniana jest jedynie osobowość, nie ma hodowania duplikatów, choć kokony są obecne jak najbardziej). Warto pójść na ten film z grupką znajomych i cieszyć się ze znanych już, ale wciąż budzących radość momentów (My husband … [czytaj dalej]

Nie lubię wszelkiego rodzaju celebrities. Ani mnie to rusza, ani nie są to osoby, które stawiam sobie za wzór do naśladowania czy do czegokolwiek innego. Czasem jednak odzywa się we mnie typowy fanboy. Niestety. Co najgorsze, dzieje się tak w przypadku niektórych nazwisk z fantastycznego fandomu. Po prostu zaczynam się ślinić. Niniejszy post jest więc nieudolną próbą wytłumaczenia się z powyższego procederu (zobaczcie, co mnie kręci i jaki jestem nienormalny ;)), ale jest też zwyczajnym okrzykiem radości.
Tydzień temu zdecydowałem, że najwyższy czas zaopatrzyć się w oficjalnie wydane płyty CD z materiałami do gry fabularnej Twilight: 2000 (sama gra warta jest osobnego wpisu, ale to za jakiś czas). Tytuł był niegdyś wydawany przez Game Designers’ Workshop. Jakąś dekadę później prawa do gry nabyła firma Far … [czytaj dalej]
Hekate vel Ann poznałem dawno temu, w końcówce lat 90., jeszcze w czasach modemów i tętniącego życiem kanału ircowego #cthulhu-pl. Przez parę lat korespondowaliśmy, wymieniając od czasu do czasu tradycyjne listy. Jakoś w międzyczasie spotkaliśmy się w RL. Efektem spotkania był poniższy tekst, zainspirowany pierścionkiem ze smokiem. Hekate przypomniała mi o tym wczoraj, kiedy po paru latach znów spotkaliśmy się w Krakowie, żeby nieco nadrobić zaległości.
Szkoda, żeby to krótkie opowiadanie kurzyło się na dysku. Tak, wiem, że jest strasznie stare. :) Aha, tekst został kiedyś opublikowany w Magazynie Fantastycznie! (wysłałem na jakiś konkurs, nawet wygrałem kilka książek; sam magazyn od lat już nie wychodzi). Obecna wersja jest po kilku kosmetycznych poprawkach.
W każdym razie jestem do tego opowiadanka bardzo przywiązany. Tym bardziej, że powstało … [czytaj dalej]