Paź 292020
 

Dawno temu, jakoś pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, bodaj w Polsacie wyemitowano serial zatytułowany Więzy krwi (oryg. Kindred: The Embraced). Kiedy człowiek już się chwilę osłuchał z lektorem rzucającym z ekranu dziwnymi, acz podejrzanie znajomo brzmiącymi nazwami, jak „Toriado” i „Bruhana”, nagle załapywał, że powinien coś kojarzyć. W pewnej chwili zapadki wskakiwały na miejsce: toż to ekranizacja Świata MrokuWampira: Maskarady! Kiedy już się zacisnęło zęby, żeby znieść lektora i poziom tłumaczenia, jakoś szło to oglądać, głównie ze względu na erpegowość.

Przez lata zbierałem się, żeby do tego serialu wrócić. Wreszcie parę tygodni temu zrobiłem sobie powtórkę, tym razem bez zagłuszającego dialogi lektora. Posłuchałem, jak gadają i knują Toreador, Brujah, Ventrue i inne znajome poczwary. Kindred: The Embraced z dawnych lat zapamiętałem jako serial, który wchodził przede wszystkim dzięki temu, żeby był ekranizacją gry fabularnej. Po niedawnym obejrzeniu całości stwierdzam, że jest to co najwyżej średnia produkcja (lata 90. miały o wiele lepsze seriale), erpegowo zaś wypada słabo. Gdyby wyciąć nazwy własne, zostałby nieco drętwo zrealizowany serial o wampirach próbujących udawać mafię. Nawet Weltschmerzu i cierrrpienia tam nie ma, a szkoda.

Nad produkcją serialu czuwał sam autor „Wampira: Maskarady”

A co jest? Mamy w serialu księcia San Francisco z klanu Venture, Juliana Lunę (który w pewnym momencie przywołał skojarzenie z Królem Julianem – i to był koniec poważnego oglądania ;)), grupę primogenów wampirzych klanów: Gangrel (lubią księcia), Toreador (mają w sumie wywalone na wszystko poza pięknieniem, ale ich primogen to była partnerka księcia), Brujah (primogen chce zostać kalifem w miejsce kalifa), Nosferatu (wszyscy są łysi, a primogen mieszka u księcia w piwnicy i wraz z całym klanem zachowuje neutralność w wampirzych sporach) oraz byłego księcia (Ventrue) w roli doradcy. Do tego dochodzi kilkanaście innych wampirów, dociekliwy policjant oraz nieświadoma niczego dziennikarka (nowy obiekt uczuć księcia).

Sama obsada nie jest zła (Mark Frankel, Kelly Rutherford, Stacy Haiduk, Patrick Bauchau, Jeff Kober oraz Brian Thompson – niezapomniany obcy łowca nagród z The X Files). Znajdziemy tu trochę fajnych motywów, jak chociażby knowania primogena Brujah i kwestię zachowania Maskarady. To wszystko jednak wypada dość blado i śmierdzi tanim plastikiem. Być może serial by się rozkręcił, gdyby dostał taką szansę – został jednak anulowany po zaledwie ośmiu odcinkach (a niedługo potem Mark Frankel zginął w wypadku samochodowym, co ostatecznie przekreśliło szanse na dalsze życie tej produkcji).

Spotkanie primogenów

Bardziej drażnią większe lub mniejsze głupoty. Wampiry chodzą w słońcu, jak chcą – byle by były świeżo napojone krwią. W zasadzie każdy z nich może zmieniać się w wilka. Wampirze oddziały bojowe biegają po mieście z granatnikami załadowanymi amunicją fosforową. Konieczność zachowania Maskarady poruszana jest niemal na każdym kroku, lecz policjant, który w try miga rozpracowuje wampirzą koterię, zostaje puszczony wolno po złożeniu obietnicy, ze się nie wygada (może dlatego, że nikt mu nie wierzy – „ALE MASKARADA!!!111”).

Co więcej, postronny widz, nieznający erpegowego oryginału, raczej niewiele z serialu zrozumie, jeśli chodzi o kwestie światomrokowe i wampirze. Brak tam bowiem tła, wprowadzenia, informacji, o co chodzi i dlaczego ci wszyscy nie-ludzie noszą takie śmieszne nazwy. W zasadzie nie pojawia się tam wampirza mitologia, jeśli nie liczyć kilku zdawkowych wzmianek i absolutnie durnego pomysłu na Rytuał Dający Moc™. To produkcja skierowana do graczy, niestety zrobiona przez kogoś, kto nie za bardzo zrozumiał materiał wyjściowy lub też zdecydował, że pewne informacje nie są istotne. Do tego wampirza polityka jest w większości nijaka i sprowadza się do podkopywania pozycji księcia i utarczek personalnych, klany różnią się w zasadzie wyłącznie nazwą i nieco ubiorem oraz zestawem min (no dobra, są jeszcze łysi Nosferatu…). Nie ma tu nawet rzucania ciężarówkami. ;)

Knujący Brujah jest knujący

Z czystym sumieniem serialu polecić nie mogę, choć ma on swoich wiernych fanów – oraz zadziwiająco wysokie oceny na IMDB. To raczej ciekawostka z dawnych lat, a także jedna z niewielu prób przeniesienia gier fabularnych na ekran telewizyjny bądź kinowy. Można obejrzeć dla zabicia czasu – choć może komuś przygody księcia Juliana i jego świty przypadną do gustu?

Kindred: The Embraced można wciąż kupić: w wersji PAL/Region 0 oraz NTSC/Region 1 (to wydanie zawiera Book of Nod w bonusie).

Wywiad z wampirem w bladym świetle słońca

 Zamieścił: dn. 29/10/2020 o 17:52

  2 komentarze do “Kindred: The Embraced – serial słabej krwi”

Komentarze (2)
  1. Nie masz co robić, że się znęcasz nad zdechłym od 3 dekad truchłem? Ten serial to była oczywista pomyłka, Hagen żalił się w wywiadzie, że twórcy nawet nie zapoznali się z konspektem i słownikiem WoD, tylko pojechali po łebkach. Chcieli jak najniższym kosztem wytargać jak najwięcej kasy, a Hagen miał tylko robić nazwiskiem jako lep dla fanów gry, choć obiecano mu coś innego.

    • No jak widać, nie mam. ;) Serial od lat wisiał na mojej liście „nie widziałem całości, obejrzeć” i jakoś mnie naszło. Prawdę mówiąc, nie chciało mi się za bardzo grzebać za informacjami na temat produkcji, ale podejrzewałem właśnie coś takiego, jak wspominasz. Mimo wszystko trochę szkoda.

 Zostaw odpowiedź