Lut 202015
 

Tl;dr: paczkę z plikami można pobrać ze strony gry. ;)

Kiedy zobaczyłem reklamy STALKERA w „Magii i Mieczu” (dawno, dawno temu, w 1996 roku), nie mogłem się zdecydować. Kupić? To przecież nowe RPG, polskie, do tego science fiction. Nie kupić? Realia nie za bardzo do mnie przemawiały, choć zapewne wpływ na to miał także niedobór informacji. O świecie gry wiadomo było niewiele, w zasadzie tylko to, co wynikało z reklam: STALKER był oparty na motywach z powieści braci Strugackich Piknik na skraju drogi. Trzy krótkie fabularyzowane teksty oraz szczątkowe omówienie gry mówiły niewiele. Powieść znałem, lecz nie byłem przekonany, czy dałoby się z niej zrobić interesującą grę. Wydaje mi się, że ostatecznie do STALKERA przekonała mnie informacja o używanych podczas rozgrywki kartach. To było coś nowego, do tego ilustracje na kartach miały być kolorowe – w reklamach zapowiadały się świetnie. Nie pamiętam, czy wcześniej w „MiM” napisano o grze Everway, która korzystała z talii kart – jeśli tak, to moje zainteresowanie tym właśnie elementem gry osiągnęło wówczas maksimum.

Czekałem na STALKERA. Czekałem i się nie doczekałem. Po prostu nie został wydany. Potem o grze na dobrą sprawę zapomniałem. Z rzadka powracała w dyskusjach (kolorowe ilustracje kart!), czasem trafiałem na reklamy podczas przeglądania archiwalnych numerów „Magii i Miecza”, raz na parę lat ktoś o grę pytał w Internecie. Widziałem, jak sprzedano na konwentowej aukcji wydrukowany podręcznik testowy (a raczej wydruk samych plików z tekstem gry, jako że podręcznik nie był jeszcze złożony) i żałowałem, że nie miałem na niego pieniędzy.

Zaginiony STALKER. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Gra-legenda. Nigdy się nie ukazała i nikt nie potrafił o niej nic powiedzieć (to ostatnie okazało się nie do końca prawdą, o tym jednak za chwilę). Czasem myślałem sobie, że fajnie byłoby STALKERA przeczytać. Zagrać – już niekoniecznie, entuzjazm gdzieś się ulotnił przez lata. Na forum Poltera co jakiś czas odkopywano wątek poświęcony grze. Łukasz M. Pogoda, jeden z autorów, najpierw parę lat temu przyznał, że ma komplet materiałów, poza okładką i ilustracjami kart, a potem – że może to wszystko oddać w dobre ręce. Mateusz Jańczyk (składał m.in. polskie wydanie The Shadow of Yesterday) napisał do Łukasza, Łukasz do mnie (nieco wcześniej korespondowaliśmy w innej sprawie) i tak dzięki zbiegowi okoliczności STALKER trafił do nasze ręce. Istna skrzynia ze skarbami, zakopana przez ostanie 20 lat. Złota kula ze Strefy chyba naprawdę spełnia życzenia.

STALKER – okładka

STALKER – okładka

Skoro zachowały się ilustracje, warto było je wykorzystać. Uzyskanie zgody Huberta Czajkowskiego i Piotra Wyskoka było proste. Z Krzysztofem Korzeniakiem było nieco trudniej – nie miał strony w sieci, a Łukasz nie miał do niego kontaktu. Napisałem zatem do wydawnictwa, które jakiś czas temu opublikowało kalendarz z pracami osoby o tym nazwisku; wysyłałem maile przez stronę społecznościową dla rysowników; szukałem w różnych miejscach. Któraś z prób została uwieńczona sukcesem i udało się porozumieć. W międzyczasie okazało się, że w podręczniku miał być komiks – rzecz w RPG rzadko spotykana. Tym większa była radość z nawiązania kontaktu z trzecim z ilustratorów. Większy kłopot stanowiło odnalezienie ilustratorów kart, jako że nie były znane ich nazwiska. Jedynym tropem były inicjały na zachowanym wydruku korekty kart oraz charakterystyczny styl rysunków. Spostrzeżenie Łukasza, że rysunki sporządziły te same osoby, które ilustrowały niektóre okładki czasopisma Fenix, było strzałem w dziesiątkę. Nieco wyszukiwania w sieci i parę maili później okazało się, że zarówno Andrzej Janicki, jak i Krzysztof Różański byli właściwymi osobami. Nie mieli jednak ilustracji kart – oryginały zostały przekazane Wydawnictwu S.R. Wkrótce okazało się, że te rysunki trzeba spisać na straty, jako że były właściciel wydawnictwa również ich nie miał. Być może odnajdą się kiedyś na jakimś strychu bądź w piwnicy lub któryś z grafików pewnego dnia znajdzie kilka zapomnianych kopii.

Po ilustracjach przyszła kolej na tekst. Ustaliliśmy z Mateuszem, że jedynym słusznym sposobem na wydanie STALKERA jest opublikowanie go bez żadnych modyfikacji. Stąd też redakcja ograniczyła się do warstwy językowej, co obejmowało poprawienie błędów i ogólne wygładzenie tekstu (zapewne dodaliśmy też od siebie parę literówek dla równowagi). Jeśli w 1996 roku w zasadach były jakieś błędy, to są tam i dzisiaj. Podobnie staraliśmy się nie ingerować w styl autorów oraz w treść podręcznika. Wydany dzisiaj STALKER to ta sama gra, która miała się ukazać dwie dekady temu, tyle że z częściowo innymi ilustracjami (okładka, rysunki na początku rozdziałów, trochę dodatkowych rzeczy w środku, tam gdzie było to konieczne, oraz wspomniane ilustracje kart; Mateusz poprawił także kartę postaci – dla purystów w pakiecie dołączona jest jej oryginalna wersja z kosmetycznymi zmianami: dodano polskie znaki i wyeksponowano cechę Więź). Jeśli jeszcze chodzi o błędy, to w komiksie, którego nie dotykaliśmy w ogóle (ingerencja w treść oznaczałaby naruszenie oryginału i raczej byłaby widoczna, o ile w ogóle możliwa technicznie), jest pewien błąd ortograficzny. Trochę mi z tym głupio, zwłaszcza że zauważyłem go dopiero niedawno, lecz to tylko dodaje autentyzmu całości. ;)

Prace zaczęliśmy jakoś w połowie 2013 roku. STALKER opisuje realia roku 2014 i taki właśnie był wstępny termin wydania gry. Spóźniliśmy się o parę miesięcy. To był fanowski projekt, robiony za darmo i w czasie wolnym przez dwie osoby, które na dodatek zawracały głowę autorom gry. Takim rzeczom na drodze staje Życie™. Obrobienie niemal miliona znaków tekstu, przygotowanie ilustracji, złożenie całości, korekta i tak dalej swoje zajmuje, a jako zajęcie dodatkowe musi ustąpić codziennym obowiązkom. To zresztą świetny przykład, dlaczego nie wolno ogłaszać żadnych terminów, póki nie ma się gotowego produktu w ręce (pokusa była silna, a skończyłoby się jak zawsze na niespełnionych obietnicach). Koniec końców udało się wszystko domknąć i STALKER mógł się wreszcie ukazać.

Ostatnio zupełnym przypadkiem odkryłem, że „zaginiony STALKER” wcale nie był taki zaginiony. Na dobrą sprawę teraz wydaje mi się to oczywiste. Pomijam tu Łukasza, który dwa lata temu z rozbrajającą szczerością stwierdził, że nie mówił o tym, że wciąż ma oryginalne pliki i lustracje, ponieważ nikt o nie nie pytał. Niedługo po rozpoczęciu pracy nad tekstem dowiedziałem się, że pliki ze STALKEREM to nie jest żaden rarytas i że ma je parę osób. Z kolei tydzień temu zupełnym przypadkiem odkryłem, że inny znajomy od lat miał podręcznik (tzn. pliki) – co więcej, swego czasu nawet udostępniał STALKERA zainteresowanym. Grę dostał od swojego znajomego, który z kolei był znajomym Łukasza Pogody i pomagał przy testowaniu zasad. Takich osób było zapewne więcej. Wychodzi na to, że o legendarnego, zapomnianego, zaginionego i utraconego na zawsze STALKERA wystarczyło zapytać, przy czym pytanie należało skierować do właściwej osoby. Cóż, następnym razem będę musiał bardziej się postarać.

STALKERA warto przeczytać. Czy warto zagrać? To zależy od osobistych preferencji i odporności na erpegowe trendy lat 90. Z jednej strony podręcznik zaleca, żeby stawiać opowieść ponad mechaniką i ignorować zasady, kiedy tak jest wygodniej i „lepiej dla fabuły”. Z drugiej – daje graczom (i tylko im) możliwość, aczkolwiek niewielką, wpływania na narrację za pomocą kart. Mechanika gry jest w 90% oderwana od settingu. Te 10% to cecha Więź, łącząca postacie graczy z wpływem Stref, oraz powiązane z nią wspomniane karty, które pozwalają ingerować w fikcję. Rozdział dla prowadzącego to po części nieodrodne dziecko tego, jak grywało się w Polsce w latach 90.: wszechwładza mistrza gry, nacisk na „realizm” i zalecenia, by oszukiwać graczy dla „dobra opowieści”. Na drugim biegunie znajdują się jednak porady, które w 1996 roku mogły przejść bez echa, gdyż z pozoru wpisywały się w obowiązujący trend. Jeśli jednak przyjrzeć im się bliżej, pewne skojarzenia mogą nasunąć się same. I choć zapewne ktoś wpadł na podobne pomysły już wcześniej, w STALKERZE można się doszukać zaleceń – raczej nie ścisłych reguł – podobnych do say yes or roll the dice i metody conflict resolution. Te porównania zapewne są naciągane, jednak takie były moje pierwsze skojarzenia po przeczytaniu dwóch poniższych fragmentów podręcznika.

Czy STALKER, wydany w terminie, odniósłby sukces? Pozwolę sobie na zgadywanie i napiszę, że tak. To były czasy, kiedy chyba każda gra fabularna wydana po polsku sprzedałaby się na pniu, gdyby tylko między okładkami było coś w miarę sensownego. STALKER oferował o wiele więcej: interesujący świat, setting science fiction, ciekawą mechanikę, wreszcie zapowiedź wydawania dodatków (być może byłaby to pierwsza polska gra z aktywną linią wydawniczą). Do tego wprowadzał niespotykane wcześniej w polskich erpegach elementy: komiks, specjalną talię kart, lekkie ograniczenie władzy mistrza gry na korzyść graczy, wreszcie kolorowe rysunki na kartach. Los zdecydował jednak inaczej. Dzisiaj STALKER to retrogra, odkurzony po 20 latach zabytek erpegowej archeologii. Dla jednych będzie to powrót do wspomnień z dzieciństwa i być może spełnienie jednego z erpegowych marzeń. Dla innych – wgląd w historię polskich gier fabularnych; mam nadzieję, że równie interesujący, jak dla mnie. Można jedynie się zastanawiać, czy zaproponowane przez Łukasza Pogodę i Mateusza Tomczyka rozwiązania zostałyby przyjęte z entuzjazmem, powielone i rozwijane przez innych polskich autorów gier. W roku 1996 mieliśmy już na rynku sporo wydanych tytułów, z których jednak żaden nie wychodził zanadto poza utarte schematy projektowe. STALKER miał okazję to zmienić. Szkoda, że tak się nie stało.

Podręcznik, talię kart oraz karty postaci można pobrać ze strony STALKERA. Tekst gry został udostępniony na licencji Creative Commons BY-NC-SA. Można także dać lajka na FB – taka okazja nie zdarza się często.

Szczęście dla wszystkich za darmo! I niech nikt nie odejdzie skrzywdzony! :)

PS. Na koniec jeszcze dwa stalkerowe artefakty: oryginalna karta pstaci w wersji niepoprawionej (bez polskich znaków, za to z notką o Wydawnictwie S.R.) oraz wykres przedstawiający zestawienie potęgi konsorcjów (do podręcznika się nie zmieścił, może kiedyś trafi do „Archiwum STALKERA” ;)).

STALKER – zachowana karta postaci bez poprawek

STALKER – zachowana karta postaci bez poprawek

STALKER – porównanie potęgi konsorcjów

STALKER – porównanie potęgi konsorcjów

 Zamieścił: dn. 20/02/2015 o 19:52

  7 komentarzy do “STALKER: Wyprawa do Strefy”

Komentarze (6) Pingbacki (1)
  1. Dzięki. Tak ogólnie :)

  2. Jeśli chodzi o kartę postaci… Ta karta to i tak nie „TA” karta. Nie wiemy, jak wyglądałby skład podręcznika, bo do niego nie doszło. Ta karta to tylko designer’s draft, projekt przedstawiający kartę tak, jak my to sobie wyobrażaliśmy.

    Bardzo mi miło, że gra została tak wysoko oceniona. Cieszy mnie, że moja praca się komuś spodobała.

  3. I chcę potwierdzić — nigdy o to nie pytałeś, ale tak. To miały być mechaniki „Say yes or roll the dice” i „conflict resolution”. Że nie umieliśmy tego lepiej napisać — usprawiedliwię się, że byliśmy wtedy bardzo młodzi. Dziś piszę o niebo lepiej, tylko chyba kreatywność już nie ta ;) ale wiele topowych mechanik miałem wtedy w małym palcu i czuło się ewolucję w tę stronę. Nie wiedziałem, że zostało to tak dziś skodyfikowane. Nieźle.

  4. Mój komentarz do świetnej roboty, którą zrobiliście. Mam nadzieję, że jest więcej osób, które myślą podobnie jak ja.

    http://piastun.blogspot.com/2015/02/chce-stalkera-na-papierze.html

 Zostaw odpowiedź