Sty 262014
 
Karnawał blogowy RPGEwolucyjny wpis egocentryczny

Tylko krowa zdania nie zmienia. Być może to powiedzenie jest krzywdzące dla krów, przyjmijmy jednak, że tak właśnie jest. Ludzie zdanie zmieniają pod wpływem czynników zewnętrznych, własnych przemyśleń i innych takich. Zdanie na temat tego, jak mają wyglądać gry fabularne, zmieniałem kilka razy.

Najpierw była to radosna zabawa z mapami, podziemiami i silnym wzorowaniem się na scenariuszu z Oka Yrrhedesa. Potem musiało być poważnie, górnolotnie, historiotwórczo i tematycznie ciężko, a najlepiej wieloznacznie moralnie i szaro niczym w ponury wieczór listopadowy (nadal cię kocham, Magio i Mieczu :*). Potem było pół na pół, coś w środku ciągnęło w stronę powagi i mroczności, lecz na zewnątrz przebijała już jutrzenka nowego, radosnego dnia, w którym gry fabularne stać się miały rozrywką i narzędziem dowolnego zastosowania. Wreszcie nadszedł świt, a wraz z nim zrozumienie, że każdy bawi się jak lubi oraz że RPG faktycznie może wyglądać inaczej.

Ślady powyższego procesu na wieki wieków pozostaną w Internecie, zapewne ku mojej zgubie – papierowe archiwa kiedyś zbutwieją (choć z tych treści akurat jestem bardzo zadowolony), Sieć jednak jest wieczna, a wraz z nią moje różne wypowiedzi, zaplątane w globalną pajęczynę od 1996 roku. Choć chyba nie mam się czego wstydzić. Kto z nas bowiem nie był młodym erpegowcem, któremu wydaje się, że właśnie odkrył Najlepszą Rozrywkę Pod Słońcem, ma poczucie misji i szerzenia nowej wiary, a do tego chce tworzyć Dzieła na miarę… – w sumie nie wiem, na miarę czego, jednak zawsze muszą być Wielkie.

Patrzę na swoją wędrówkę przez gry fabularne, uśmiecham się do wspomnień i wiem, że bez tej drogi nie byłbym tu, gdzie jestem teraz. Nie rysowałbym map na papierze termicznym do faksów przyciemnianym suszarką (patent kumpla). Nie napisałbym Gorzkich żniwLawiny. Nie pomógłbym w propagowaniu gier niezależnych w czasach szefowania rpg.polter.pl. Wreszcie, nie bawiłbym się rewelacyjnie na sesjach w Star Wars d20 u Funia. No i nie miałbym alergii na zasłony, gromnice i kisiel w słoikach (choć to akurat nigdy mnie nie pociągało… za bardzo).

Musiałem przejść przez wszystkie wymienione powyżej etapy, żeby poznać gry fabularne. Żeby odkryć, co mnie w nich naprawdę interesuje. Choć i tak wydaje mi się, że wciąż długa droga przede mną, sporo punktów doświadczenia i niejeden poziom. Gry się zmieniają, a ja wraz z nimi. A może to ja się zmieniam i patrzę na gry przez pryzmat moich potrzeb? Czy to jest ewolucja, czy zwyczajne poszukiwanie optymalnego rozwiązania?

A może tylko zataczam koło i właśnie wracam do początków? A może nic się nie zmieniło i cały czas stoimy w miejscu? Czy tak naprawdę współczesne gry różnią się od tych sprzed kilkudziesięciu lat? Treścią – zapewne. A formą? Przecież wciąż chodzi o wspólne opowiadanie historii nadzorowane przez zbiór zasad. Kształt kostek i objętość podręcznika to kwestia drugorzędna. Nad brakiem prowadzącego (np. w Fiasco) można by się dłużej zastanawiać, choć zapewne także tę zmianę da się jakoś ładnie uzasadnić.

Czy zmienili się gracze? Indywidualnie – na pewno. Jako zbiorowość – być może. Moje spojrzenie na fandom? Wydawało mi się, że teraz mam inne niż, dajmy na to, dziesięć lat temu. Jednak kiedy pisałem felieton Opowiedz to jeszcze raz, Sam do Spotkań Losowych, coś mnie tknęło. Napisałem tam o wyważaniu otwartych drzwi, potrzebie dzielenia się wiedzą z początkującymi oraz o wyciąganiu pomocnej dłoni (tak, lubię patos; tak, walczę z tym). Gdzie ja już o tym czytałem? W Inkluzie (niestety, strona parę tygodni temu zniknęła i chyba już nie wróci). W numerze 57. W moim własnym tekście (Internet Archive zjadło polskie znaczki, dlatego wrzucam tekst z mojego archiwum dla porównania – to wersja sprzed inkluzowej redakcji, wybaczcie błędy i pretensjonalny tytuł). Nie dość, że sam siebie splagiatowałem (całe akapity), to jeszcze w obu tekstach strzeliłem błąd ortograficzny w tym samym słowie. Jeśli to nie jest dreptanie w miejscu – moje lub otoczenia – to nie wiem, co to jest.

Pora na konkluzję. Czy hobby się zmienia wraz z nami i naszymi potrzebami, czy też to my dostosowujemy się do nowych trendów? Zapewne jedno i drugie. Czy środowisko fanów się zmienia? Raczej tak, choć są obszary, w których utkwiło w miejscu i nie chce ruszyć dalej. Czy moje podejście do RPG się zmieniło? Zdecydowanie tak. Czy to jest ewolucja? Rozwój? Raczej powolna zmiana, która – tak mi się wydaje – obecnie kieruje mnie do początku drogi zaczętej dwadzieścia lat temu.

Z podziemi wyszedłem i niewykluczone, że do podziemi wrócę. A że akurat obchodzimy 40. rocznicę wydania Dungeons & Dragons, życzę wszystkim szczęśliwych wypraw i powrotów do podziemi, dziczy i miast. Wszędzie dobrze, ale w lochu najlepiej, prawda?

 Zamieścił: dn. 26/01/2014 o 23:39

  5 komentarzy do “Karnawał blogowy RPG #51: Ewolucja”

Komentarze (5)
  1. Oj, szkoda, że „Inkluz” spadł z Sieci, chociaż i tak witryna utrzymała się przez prawie dekadę po zamknięciu magazynu. Dobrze, że zawczasu zrobiłem backup swoich tekstów stamtąd. Ale, ale. Dlaczego uważasz, że strona „chyba już nie wróci”? Czyżbyś podejrzewał, iż sympatyczny katolicki serwis nie odda domeny?

    • Inkluz znikał kilkukrotnie, teraz już chyba na zawsze. Może Paweł – on to chyba trzymał przez lata – odkupi domenę? Choć nie po to się je podbiera, żeby oddać za nic. ;)

      Mam kopię całej strony na płycie (tak mi się wydaje, że robiłem, sprawdzę), można gdzieś wrzucić.

  2. Wspominasz o kole i powrocie. Nie masz może poczucia przesytu po tylu latach?
    Za dużo gier, dodatków, mechanik. Mi aż się czasami w głowie kręci i mam ciągoty by wrócić do czegoś prostego. Jeden podręcznik podstawowy bez żadnych dodatków czy jakichś zmian oraz rozszerzeń. Po prostu KISS.

    • Zauważyłem, że coraz trudniej u mnie u entuzjazm w stosunku do nowo wydawanych pozycji. W sumie to, co mnie ostatnio najbardziej ucieszyło, to „Torchbearer” i repprinty D&D/AD&D. Poza tym czasem coś kupię na półkę ze staroci, głownie dlatego, że zawsze chciałem przeczytać (niekoniecznie zagrać lub poprowadzić), a nigdy nie miałem okazji.

      Owszem, dużo tego, nawet bardzo. Nawet gdyby się skupić tylko na RPG, to i tak człowiek by nie ogarnął. A jest przecież tyle innych fajnych rzeczy. Z drugiej strony chyba jednak lepsza różnorodność i dostępność materiałów – przecież tego nam zawsze brakowało. Po prostu trzeba się nauczyć wybierać, choć czasem jest ciężko.

  3. Moc w Tobie wielka bohomazie.
    Ścieżkę właściwą obrać obrałeś.
    Podręcznik wybierz i doskonal swe umiejętności.

 Zostaw odpowiedź