Gru 012013
 

Gdy oryginalny serial Star Trek został w 1969 roku zdjęty z ramówki, Gene Roddenberry starał się namówić wytwórnię Paramount do kontynuowania serii w formie filmu kinowego. W międzyczasie pojawił się pomysł na kolejny serial telewizyjny (ostatecznie niezrealizowany, Star Trek: Phase II doczekał się zdjęć testowych i kilkunastu scenariuszy – trzy z nich zostały później wykorzystane podczas kręcenia Star Trek: The Next Generation oraz fanowskiego serialu Star Trek: Phase II, który gorąco polecam). Jednak sukces filmu Bliskie spotkania trzeciego stopnia – co miało udowadniać, że da się zarobić na filmie science-fiction, który nie ma w tytule Gwiezdnych wojen – zachęcił studio do przyjrzenia się ponownie prognozom przeniesienia Star Treka na duży ekran. Zrezygnowano zatem z projektu Phase II i przystąpiono do przerabiania scenariusza pilotowego odcinka na potrzeby filmu kinowego.

Star Trek - filmy TOS

Pudełko.

Pełnometrażowe przygody Kirka, Spocka i McCoya sprzedały się na tyle dobrze, że zdecydowano o nakręceniu kolejnego filmu. Potem już poszło z górki i do kin trafiło w sumie sześć kolejnych produkcji o przygodach oryginalnej załogi USS Enterprise (Star Trek: Generations to już nieco inna bajka, choćby ze względu na brak Spocka i McCoya, ale o tym kiedy indziej).

Serial zdefiniował trekowy kanon i nakreślił ramy przygód załogi Enterprise, przedstawiając sytuacje i problemy, z jakimi mogli się spotkać. Wszystko to było jednak dość pretekstowe – gra aktorska nieraz przerysowana, a dekoracje umowne, czemu winny był ograniczony budżet, zmniejszany z sezonu na sezon, a także skromne możliwości techniczne ówczesnej telewizji. Filmy dodały uniwersum Star Treka wewnętrznego realizmu. Wreszcie można było zobaczyć wizję przyszłości Roddenberry’ego w pełnej krasie. Idylla zniknęła, pojawiły się brud, ślady zużycia sprzętu i niewidoczne do tej pory niedoskonałości (śmierć dwóch oficerów w awarii transportera w pierwszym filmie to było coś nowego i zupełnie niespodziewanego). Produkcje kinowe przygotowały też grunt pod kolejne seriale, które nie były już tak kolorowe i radosne jak oryginał, choć nadal ich przekaz był pełen wiary w ludzkość.

Jeśli miałbym wskazać mój ulubiony trekowy film z oryginalna załogą, byłby to Star Trek VI: The Undiscovered Country. To był pierwszy długometrażowy Star Trek, jaki widziałem (przynajmniej tak mi się wydaje – był w osiedlowej wypożyczalni kaset wideo), są w nim Klingoni oraz pada tam jeden z moich ulubionych trekowych cytatów: You have not experienced Shakespeare until you have read him in the original Klingon. Oczywiście tuz obok jest ex aequo Star Trek II: The Wrath of Khan (jakże zresztą mogło by być inaczej).

Przy okazji nadrabiania startrekowych zaległości i oglądania wszystkiego po kolei (od TOS po ENTalternatywną linię czasu J. J. Abramsa), przypomniałem sobie pierwsze sześć filmów. Streszczać fabuły lub wdawać się w obszerne opisy nie zamierzam, zrobiono to już bowiem wiele razy. Napiszę jedynie parę słów komentarza o każdym z filmów i dodam fajny cytat lub dwa.

Star Trek - filmy TOS

Filmy 1-6.

Star Trek: The Motion Picture – kontakt z nieznanym, dosłownie i w przenośni. V’ger zagraża Ziemi, a obsada aktorska sprawdza, czy wciąż jest na nią zapotrzebowanie. To w moim odczuciu najmniej trekowy film ze względu na oszczędne sięganie po elementy uniwersum Star Treka (na początku mamy Klingonów i na tym koniec). Czasem wydaje się, że to po prostu długi odcinek serialu i kolejny samodzielny epizod, jednak nie przeszkadza to w odbiorze. Poza tym teoria łącząca V’gera z Borg jest fascynująca.

Spock: It’s life, Captain, but not life as we know it.

Star Trek II: The Wrath of Khan – powrót Khana, test Kobayashi Maru, rozbudowanie mitologii Star Treka i dalsze formowanie załogi Enterprise (tym razem bardziej na poważnie), ponoszenie konsekwencji własnych czynów, obsesje i siła przyjaźni. Długo by wymieniać, dlaczego drugi trekowy film zapisał się w pamięci fanów. Zawiera jedną z najbardziej poruszających scen w historii serii (doskonale sparafrazowaną w Star Trek Into Darkness).

Spock: […] Logic clearly dictates that the needs of the many outweigh the needs of the few.

Kirk: KHAAANNNN!

Spock: I have been, and always shall be, your friend.

Star Trek III: The Search for Spock – to opowieść o śmierci i odrodzeniu. Ile można poświęcić dla przyjaciela? Czy potrzeby jednostki rzeczywiście mogą przeważyć nad potrzebami ogółu? Spock przechodzi pon farr, pojawiają się Klingoni (Christopher Lloyd!), a dotknięty osobistą tragedią Kirk długo nie będzie mógł pozbyć się uprzedzeń w stosunku do najbardziej wojowniczej rasy trekowego uniwersum.

Spock: Why would you do this?
Kirk: Because the needs of the one outweigh the needs of the many.
Spock: The shipout of danger?
Kirk: You saved the ship. You saved us all. Don’t you remember?
Spock: Jim your name is Jim.

Star Trek IV: The Voyage Home – najbardziej zabawny spośród startrekowych filmów (dorównuje mu tylko First Contact ze sceną w barze). To kolejna (po m.in. Tomorrow Is YesterdayAssignment: Earth) wizyta na XX-wiecznej Ziemi, tym razem w latach 80. Klingoński Bird of Prey zaparkowany w parku Golden Gate w San Francisco, wieloryby, ekologiczne przesłanie i scena poszukiwania przystani okrętów z napędem atomowym, a do tego podróże w czasie – Star Trek nie musi być śmiertelnie poważny.

Chekov: Excuse me, sir! Can you direct us to the naval base in Alameda? It’s where they keep the nuclear wessels.

Scotty: Damage control is easy. Reading Klingon – that’s hard.

Star Trek V: The Final Frontier – to nie jest aż tak zły film, jak go malują. Owszem, można wskazywać na problemy z trekowym kanonem i przesadzoną fabułę. Pytania o nieznane i granice poznania to jednak dość ograny startrekowy motyw; do tego kwestie religijne dotyczące istnienia boskich, wszechmocnych, nadnaturalnych  istot i ich wpływu na świat nigdy do serii nie pasowały – poruszano zagadnienia teologiczne np. w kontekście konfliktu wiary z nauką lub prawami jednostki, fanatyzmu i religijnego zaślepienia – jednak całkiem fajnie się go ogląda. Do tego scena z Uhurą i wachlarzami jest śliczna.

Spock: I was trying to comprehend the meaning of the words.
McCoy: It’s a song, you green-blooded Vulcan. You sing it. The words aren’t important. What’s important is that you have a good time singing it.
Spock: Oh, I am sorry, Doctor. Were we having a good time?
McCoy: God, I liked him better before he died.

Star Trek VI: The Undiscovered Country – pomysłem na film była sugestia rzucona przez Leonarda Nimoya: A co by było, gdyby mur obalono w kosmosie? Było to oczywiście nawiązanie do upadku muru berlińskiego i końca Zimnej Wojny, co w startrekowych realiach przekładało się na zakończenie trwającego niemal 70 lat konfliktu między Imperium Klingońskim i Federacją. Liczne nawiązania do twórczości Szekspira, konieczność zmierzenia się z własnymi uprzedzeniami oraz wiara w to, że nawet najwięksi wrogowie, przymuszeni przez okoliczności, potrafią się dogadać, stanowią o sile tego filmu. To także opowieść o jednym z najważniejszych moim zdaniem wydarzeń w świecie Star Treka, czyli podpisaniu pierwszego Traktatu Khitomerskiego, a także (a może przede wszystkim) zamknięcie przygód oryginalnej załogi Enterprise NCC-1701.

Chancellor Gorkon: You have not experienced Shakespeare until you have read him in the original Klingon.
General Chang: „taH pagh, taH be?”

Kirk: Captain’s Log, stardate 9529.1. This is the final cruise of the Starship Enterprise under my command. This ship and her history will shortly become the care of another crew. To them and their posterity will we commit our future. They will continue the voyages we have begun, and journey to all the undiscovered countries, boldly going where no man where no one has gone before.

Chekov: Course heading, Captain?
Kirk: Second star to the right and straight on till morning.

Star Trek - filmy TOS

Zawartość pudełka.

Wydanie Blu-ray

Filmy są zapakowane w spore (acz nieco niewymiarowe i wystające ze standardowej półki na płyty), śliczne pudło z wizerunkiem obfotografowanego z każdej strony USS Enterprise NCC-1701. W środku znajduje się 11 standardowych pudełek (TOS+TNG; o pozostałych czterech filmach napiszę kiedy indziej) po jednym na film (wydania jednodyskowe: film i dodatki). Ostatnie, jedenaste, zawiera dodatkowe materiały, m.in. The Captains’ Summit – dyskusję z udziałem Williama Shatnera, Leonarda Nimoya, Patricka Stewarta i Jonathana Frakesa, w roli prowadzącej wystąpiła Whoopi Goldberg.

Dodatków do każdego filmu jest masa, około 2–2,5 godziny na film, a bywa i więcej. Oprócz typowych treści (komentarze ekipy filmowej i aktorów, omówienie efektów specjalnych itp.) znalazły się tam także wizualna nakładka encyklopedyczna, dzięki której można oglądać filmy z adnotacjami do pojawiających się na ekranie obiektów i osób. Rewelacyjny jest dołączony do Star Trek III: The Search for Spock materiał przedstawiający Marca Okranda, który opracował język klingoński – można się dowiedzieć, jak Okrand podszedł do tworzenia sztucznego języka, jakie przyjął założenia i jak były one weryfikowane na planie filmowym.

Zestaw polecam. Nie ma w nim co prawda wersji reżyserskich, co można uznać za wadę bądź zaletę – zależy od osobistego podejścia. Zdaje się, że w międzyczasie opakowanie się zmieniło, choć opisywany zestaw nadal można kupić (jednak za o wiele wyższą cenę).

Star Trek - filmy TOS

Pudełko.

Star Trek - filmy TOS

Pudełko.

 Zamieścił: dn. 01/12/2013 o 20:57

  3 komentarze do “Star Trek: TOS – filmy kinowe”

Komentarze (3)
  1. A Ty grasz w jakieś ST RPG, grałeś?

    • Nie miałem okazji. Ale na półce stoi komplet Star Trek RPG z Deciphera i czeka na przeczytanie. Tylko obawiam się, że nie będę miał komu tego poprowadzić.

  2. Ach, tak bardzo w temacie dla mnie :D
    Właśnie mam maraton ST TOS – znaczy maraton ogólnie ST, ale na razie jestem na etapie TOS. :) Teraz jeszcze bardziej chcę oglądać, żeby jak najszybciej dotrzeć do pełnometrażówek. Niemniej to budujące, że w ogóle ludzie jeszcze się tym jarają, w sensie korzeniami ST, a nie tylko te intudarknesy. ;)

 Zostaw odpowiedź