Gru 162012
 
Jeanne d'Arc

Joanna d’Arc, Wikipedia

Niniejszy wpis jest rozwinięciem komentarza, w którym odpowiedziałem na pytanie Piastuna: „A czemu w Twoim artykule kobiety haftują, zajmują się gospodarstwem i piastowaniem dzieci?”. Chodził o tekst Życie żaków altdorfskich i kwestię edukacji kobiet: w artykule napisałem mianowicie, że kobiety nie są przyjmowane na Uniwersytet Altdorfski, a w ramach edukacji organizowanej przez instytucje religijne prowadzone są dla dziewcząt lekcje haftu, krawiectwa itp. Tekst o życiu żaków to oczywiście moje własne spojrzenie na kilka spraw, jako że podręczniki do gry nie dostarczają wszystkich odpowiedzi. Niniejszy wpis ma na celu usystematyzowanie mojego podejścia do kwestii (nie)równości płci w Warhammerze. Na końcu dorzuciłem krótki komentarz na temat wykorzystywania na sesjach tematów trudnych lub mogących budzić dyskomfort u graczy.

To tylko gra

Dwa cytaty, do których odnosił się Piastun (zainteresowanych szczegółami odsyłam do oryginalnego tekstu).

Fragment pierwszy (skrócony i lekko zmodyfikowany):

[Szkoły przyświątynne] przeznaczone są […] dla dzieci i dają podstawowe wykształcenie: […] nauka czytania i pisania, rachunków, elementy teologii, […] historii, geografii i elementów prawa oraz specyficznej dla danego kultu wiedzy – dla przykładu w szkołach przyświątynnych Shallyi uczy się udzielania pierwszej pomocy, leczenia pospolitych chorób itp.). Dla dziewcząt organizowane są kursy haftu, krawiectwa, prowadzenia gospodarstwa i innych rzeczy związanych z zajęciami postrzeganymi jako typowo kobiece.

Fragment drugi:

Co prawda nie ma formalnego zakazu przyjmowania kobiet na uczelnię – dokumenty na ten temat ponoć gdzieś zaginęły – jednakże powszechnie wiadomo, że kobietom na Uniwersytet Altdorfski wstępować nie wolno. To nie przeszkadza jednak bardziej przedsiębiorczym dziewczętom przebrać się za chłopaka i pobierać nauki. Taki przypadek zdarza się raz na kilka lat i zazwyczaj zostaje szybko wykryty, krążą jednak opowieści o kobietach, którym udało się nierozpoznanym ukończyć naukę. Powoli jednak sytuacja zmienia się, głównie w wyniku nacisków wykształconej szlachty. Jednak minie jeszcze nieco czasu, zanim kobiety – w pierwszej kolejności najprawdopodobniej szlachcianki – będą mogły legalnie podjąć naukę.

Podręczniki do WFRP (pierwszoedycyjne, w tym te dostarczające najwięcej informacji na temat Imperium i reszty świata: podręcznik podstawowy, Wewnętrzny wróg, Middenheim) nie odnoszą się bezpośrednio do pozycji kobiet i mężczyzn w społeczeństwie czy to Imperium, czy też innych krajów, nie pamiętam też żadnych ograniczeń płci wyrażonych wprost. Za to oficjalne materiały dają pośrednio do zrozumienia, że pozycja obu płci w wielu obszarach, jeśli nie we wszystkich, jest mniej więcej równa. Nie ma na przykład problemów z wyborem profesji, jako że żadna z nich nie jest zależna od płci postaci. Na ilustracjach pojawiają się kobiety i to w rolach osób parających się walką, stereotypowo zarezerwowanych dla mężczyzn (bogini Myrmidia!). Mimo to brak bezpośrednio opisanego równouprawnienia nie pomaga, a przykładów jest za mało: dajmy na to kapłanki Ulryka – czy istnieją? Czy zostały wspomniane w oficjalnych materiałach? O ile pamiętam, nie pojawiły się w żadnym pierwszoedycyjnym dodatku (choć musiałbym odświeżyć sobie wszystkie po kolei). Co więcej, zdecydowana większość Bohaterów Niezależnych to postacie męskie. Na szczęście są dwie sfery świata gry, które wyraźnie pokazują równorzędną pozycję obu płci (jeśli nie liczebnie, to przynajmniej pod kątem kompetencji): władza i magia.

Zacznijmy od władzy. Na samym początku mamy powszechnie znaną hrabinę Emmanuellę von Liebewitz, władczynię Nuln i elektorkę imperialną. Do grona elektorów (w roku 2512 KI, przed wydarzeniami z kampanii Wewnętrzny wróg) należą także Wielka Baronowa Etelka Toppenheimer z Sudenlandu, Wielka Hrabini Ludmila von Alptraum z Averlandu (dziedziczy po niej córka Marlene) oraz Księżna Elise Krieglitz Untermensch z Talabheim. Ponadto Imperium władało jako cesarzowe lub miało ochotę władać kilka kobiet: Hrabini Ottilia (1360 KI) i Cesarzowa Magritta (1979 KI). Nie ma więc żadnych znaczących zasad dziedziczenia tylko po mieczu, przynajmniej w przypadku Imperium (myślę, że w pozostałych krajach Starego Świata sytuacja jest podobna). Do tego obieralność funkcji cesarza gwarantuje dostęp kobiet do najwyższego w Imperium urzędu.

Mimo to dwie główne religie Imperium zdominowane są przez mężczyzn, do tego ulrykanizm wydaje się antykobiecy (kult wspiera rozwiązania siłowe, w przeciwieństwie do Myrmidii, do tego dochodzi kwestia celibatu przedstawiona dość jednostronnie). Dla przeciwwagi religie Shallyi czy Vereny wydają się kobiety faworyzować – ta pierwsza bardziej, druga u swych podstaw ma równość i neutralność. Na szczęście Warhammer stara się przełamywać związek „kobieta-bogini – kobiety-wyznawcy i kobiety-kapłanki”, choć nie do końca się to udaje (Rhya jako bogini płodności i rodziny wydaje się „naturalna” na zasadzie prostego skojarzenia, z drugiej strony w naszym kręgu kulturowym nie kojarzymy z płodnością Xochipilli, Besa (również opiekun rodzących) czy Dinki – bóstw męskich, również odpowiedzialnych za płodność, ale i seksualność). I choć panteon zdominowany jest przez bóstwa męskie, w głównym nurcie religii znalazły się trzy boginie (za to Chaos jest całkowicie „męski”).

Magia jest idealnym narzędziem emancypacji w fantasy. Przestaje mieć znaczenie, kto dalej rzuci oszczepem i mocniej napnie łuk lub komu się wydaje, że jest silniejszą, więc dominującą płcią. Ognista kula zrównuje wszystkich i daje takie same możliwości niezależnie od siły fizycznej jednostki. W WFRP kobiety czarodziejki nie napotykają żadnych przeszkód i mogą kierować swoim życiem, jak im się podoba. Zajmują też eksponowane stanowiska jak np. Arcymagini Etelka Mueller z Middenheim. Moim zdaniem ta sytuacja przekłada się na resztę społeczeństwa – kobiety są silne i niezależne, nie każda potrafi rzucać czary, ale wrażenie „słabej płci” zanika.

Oczywiście podane wyżej przykłady mogą reprezentować jednostki wybitne, wyjątkowe. Możliwe, że tak jest z powodów, które wyjaśniam dalej. Mimo to wszystkie zawody i tytuły są dla kobiet osiągalne, nawet jeśli podręczniki nie stwierdzają tego wprost. W świecie gry na przeszkodzie stają jednak pieniądze (konkretnie ich brak) i presja społeczna tudzież opór konserwatywnych, ale wpływowych jednostek czy grup.

Zarówno sprawowanie rządów, jak i magia wymagają nauki, często formalnej edukacji – o ile jeszcze można zostać magiem-samoukiem, to bez wykształcenia ciężko jest poruszać się po salonach (można, ale o karierze dyplomaty trzeba zapomnieć). Model wychowania szlacheckich córek obejmuje usystematyzowaną edukację – przede wszystkim prywatną (ograniczony dostęp do uczelni w Imperium) i dość wszechstronną, gdyż może nadejść chwila, gdy córka, żona lub matka będzie musiała stanąć na czele rodu (patrząc na hrabinę von Liebewitz i cesarzowe można zakładać, że tradycje matriarchalne nie są wcale rzadkie – choć nie napisano o nich wyczerpująco w podręcznikach).

W przypadku niższych klas pozycja kobiet będzie słabsza – przeszkodą są m.in. uwarunkowania finansowe i mimo wszystko konserwatyzm społeczeństwa, które widzi kobietę raczej przy krosnach, niż w kantorze kupieckim. Stąd też moje uwagi w Życiu żaków altdorfskich o zajęciach postrzeganych jako typowo kobiece – nie zastrzeżonych wyłącznie dla kobiet (jako tabu lub lub zwyczajne „chłopu nie wypada”), ale widzianych i określanych jako takie przez ludność Imperium. Można to uzasadnić uwarunkowaniami historycznymi, znów czerpiąc z naszej rzeczywistości (ludzkie plemiona tak na Ziemi, jak i w Starym Świecie zwykle składały się z mężczyzn-wojowników i kobiet zajmujących się gospodarstwem), jednak od czasów kultur myśliwsko-zbierackich wykonaliśmy duży krok naprzód (i w warhammerowej fikcji, i za oknem) i taki podział nie ma już racji bytu.

Biorąc pod uwagę to, co napisałem powyżej, zdecydowałem się uczynić z Uniwersytetu Altdorfskiego instytucję konserwatywną, zacofaną względem reszty społeczeństwa. Zrobiłem tak ze względu na źródła historyczne, z których korzystałem – WFRP czerpie z historii Europy – choć nie był to jedyny powód.

Po pierwsze, w swoim tekście zawarłem opis sytuacji w Imperium – myślę, że w Tilei problem dopuszczenia kobiet na uniwersytety już zniknął (lub też nikt nie przywiązuje do niego wagi). Altdorfska uczelnia to obyczajowa konserwa (a także siedlisko podstarzałych ksenofobów). Po drugie, uznałem, że ciekawszy będzie taki uniwersytet (szerzej: model edukacji), który stawia przed postaciami (i graczami) wyzwania fabularne. Kobieta studentką – to pomysł na przygodę lub dwie albo i na całą kampanię, na której zakończenie zakaz przyjmowania kobiet w poczet żaków zostanie oficjalnie zniesiony (lub odnajdą się zaginione dokumenty, które, jak się okaże, nigdy nie wprowadzały takich przepisów – wręcz przeciwnie, otwierały uniwersytet dla wszystkich).

Nie chciałem zrobić z WFRP XX wieku – owszem, tam jest wymieszane wszystko, co tylko się da, ale gracze też powinni mieć coś do roboty, a zmiana sytuacji społecznej w Imperium to duża rzecz, za duża, żeby prowadzący zarządził ją autorytarnie, tracąc pomysły na przygody. Z tego właśnie powodu w świecie gry w moim podejściu do Warhammera niektórzy uważają, że kobiety powinny haftować, zajmować się gospodarstwem i wychowywaniem dzieci. Owszem, wydaje im się, że tak powinno być – co nie znaczy, że mają rację, a gracze przez działania swoich postaci mają możliwość zmienić ten stan rzeczy. Oczywiście jest to tylko moja autorska wizja. W tekstach o żakach starałem się zostawić kilka furtek, by innym prowadzącym łatwo było zmieniać niepasujące im elementy.

To nie tylko gra

[Y]ou have to know what your players can and cannot take. A kind GM plays down to the lowest level of tolerance. [..] You’re a grown-up, you should know better. – Jason. L. Blair, Little Fears 1ed.

Takie ostrzeżenie pojawia się w grze Little Fears, ponurym horror RPG o dziecięcych lękach, koszmarach i traumach. Wprowadzając trudne tematy na sesjach, należy pamiętać, że nie gramy sami. Dla jednych pojawiająca się na sesji przemoc wobec dzieci lub dyskryminacja (obojętne, ze względu na jakie kryterium) nie wywoła nawet wzruszenia ramionami („to tylko gra”), inni poczują się niekomfortowo, ale mimo to będą się bawić dalej („to przecież tylko gra”). Mogą się jednak trafić osoby, dla których z różnych przyczyn temat będzie ciężki lub tez zupełnie nie do przyjęcia („to nie tylko gra, to także gracze”).

Wszystko zależy od sposobu przedstawienia tematu, wrażliwości graczy i empatii prowadzącego, ale przede wszystkim od zgody wszystkich grających na poruszenie takiego tematu lub też występowanie jego przejawów na sesjach. Postać zabija piekielnego ogara czy nawet niefantastycznego psa Baskerville’ów – nie mam z tym problemu, to był przeciwnik, potwór. Gracz deklaruje, że jego bohater zabija koty, psy i inne stworzenia, „bo tak lubi” – nie zamierzam się tak bawić ani z tą osobą.

Gdyby Piastun w swoim komentarzu zarzucił mi dyskryminowanie kobiet, musiałbym przyznać mu rację – przyjąłem daną wizję świata gry, oparłem ją na pewnych podstawach i umieściłem w grze, co ma wpływ nie tylko na postacie kobiece, ale też na grające kobiety (gramy zwykle własną płcią; uczestniczka zabawy będzie mieć ograniczone możliwości). Mimo że przedstawione w moim artykule podejście jest dalekie od moich poglądów, uznałem, że takie rozwiązanie będzie korzystniejsze fabularnie. Nie każdy musi na to przystać, nie każdy musi się ze mną zgodzić. Na sesji wszyscy powinni dobrze się bawić, nie tylko prowadzący, który właśnie wcielił w życie swój genialny pomysł, od którego temu czy innemu graczowi przeszły ciarki po plecach. Warto pamiętać, że przy sesyjnym stole łączy nas wspólny cel – zabawa – ale poza tym jesteśmy całkiem różnymi osobami i nie musimy się zgadzać na wszystko. Kompromis powinien opierać się o najniższy próg tolerancji, jak napisał Jason L. Blair, nie o ekstremum.

 Zamieścił: dn. 16/12/2012 o 18:20

  12 komentarzy do “Kobiety w WFRP”

Komentarze (12)
  1. Dzięki za rozwinięcie tematu z komentarza w artykuł :) Nie sądziłem, że znajdziesz na to czas i chęci.

    Jako MG również dużo czerpię z historii Europy i w moim WFRP był podział tzn. mężczyzna-wojownik, kobieta-matka i opiekunka gospodarstwa. To był taki ogólny schemat (chyba dosyć naturalny). Za to na moim Uniwersytecie Altdorfskim były dziewczyny, a w moich przygodach kobiety odgrywały wojowników, przepatrywaczki itd. Płeć piękna miała taki sam dostęp do profesji jak płeć brzydka. Natomiast, podkreślałem różnice fizyczne pomiędzy płciami. Dziewczyny były słabsze fizycznie, ale za to bardziej odporne na ból i zwinniejsze.

    Pozdrawiam,

    • Ochote mialem, zacheciles skutecznie. :) Szkic byl gotowy juz jakis czas temu, ale wycielo mi z zyciorysu caly listopad.

      Kiedy sie zastanawiam nad swoim prowadzeniem WFRP, to dochodze do tego, ze nigdy nie przywiazywalem szczegolnej wagi do kwestii plci. Warhammera prowadzilem glownie w liceum i przez pierwsze lata studiow, wiec to tez pewnie kwestia ogladu swiata przez nastolatka. Z drugiej strony nie pamietam, zebym kiedykolwiek stwierdzil, ze panuje jakas nierownosc. To nie byl chyba dla mnie najwazniejszy temat, prawo do noszenia broni w miescie bylo o wiele istotniejszym przedmiotem dyskusji niz kobiety-wojowniczki.

  2. Napisałeś: „Po drugie, uznałem, że ciekawszy będzie taki uniwersytet (szerzej: model edukacji), który stawia przed postaciami (i graczami) wyzwania fabularne. Kobieta studentką – to pomysł na przygodę lub dwie albo i na całą kampanię, na której zakończenie zakaz przyjmowania kobiet w poczet żaków zostanie oficjalnie zniesiony (lub odnajdą się zaginione dokumenty, które, jak się okaże, nigdy nie wprowadzały takich przepisów – wręcz przeciwnie, otwierały uniwersytet dla wszystkich).”
    i: „Mimo że przedstawione w moim artykule podejście jest dalekie od moich poglądów, uznałem, że takie rozwiązanie będzie korzystniejsze fabularnie.”

    Motyw kobiety, która musi przebijać się przez męski świat (wojska, nauki etc.) jest potwornie częsty. Z męskiej perspektywy może się wydawać ciekawy i rzeczywiście ma potencjał na dramę, ale warto wziąć pod uwagę, że wiele kobiet i graczek boryka się nadal z utrudnieniami w dostępie do takich konserwatywnych męskich grup, czy to studiów, czy wojska, czy hobby (z mojego doświadczenia: gdy planowałam studia – a nie było to tak dawno temu – na wybranej przeze mnie uczelni wszystkie kierunki oprócz preferowanego przeze mnie miały dopisek w informatorze „na ten kierunek przyjmowane są również kobiety”). W związku z tym to, co dla ciebie może być ciekawe, dla mnie będzie zwyczajnie nudne i znane mi na co dzień.

    Żeby nie było, że nie proponuję nic w zamian – interesujące może być odejście od tych schematów z płciowych a dyskryminację położyć gdzie indziej: bodajże w scenariuszu Szara Eminencja (o Middenheim) byli inaczej traktowani elfy i krasnoludy oraz osoby parające się magią. Swobodnie można też odsunąć od nauki osoby z jakiejś klasy społecznej, pochodzenia lub regionu, uzależnić od majątku albo bycia gorliwą/ym wyznawczynią/cą jakiegoś bóstwa. Można się inspirować tabelkami „niechęci do” (chyba w chorobach psychicznych) (nie mam pod ręką podręczników, sorry).

    I taka rzecz. Bycie kobietą nie jest wyróżniającą cechą: samo to nie sprawi, że postać będzie interesująca (i jest to pójście po linii najmniejszego oporu). I robienie tylko z tego faktu, że postać jest kobietą, ośrodka przygody jest słabe – nie mówiąc o tym, że rzadko kiedy płeć postaci jest dla graczki / gracza tym, co w tej postaci najważniejsze (jeśli masz wątpliwość, zapytaj siebie, kiedy słyszałeś/ czytałeś o postaci, w której najważniejsze było to, że jest mężczyzną).

    • Hej Petra :)

      Dzięki za komentarz. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje widzenie różnych rzeczy jest właśnie „moje”. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i tego się nie da przeskoczyć. Dla mnie temat nierówności (jakichkolwiek – ekonomicznych, społecznych, biologicznych) czy też ogólnie rzecz biorąc egalitaryzm (Friedman) jest jednym z ciekawszych, jakie można poruszyć czy to na sesji, czy w fikcji w ogóle. Niekoniecznie musi być takie dla moich odbiorców (gust, ale to też kwestia podejścia do tematu, jak i bagaż osobistych przeżyć – o czym wspominam we wpisie powyżej).

      Wątek rasizmu na uniwersytecie jest w „Życiu żaków altdorfskich” obecny – nie jest co prawda tak wyeksponowany, jak sprawa kobiet, ale to za sprawą źródeł. Kiedy pisałem tekst o żakach (jego pierwszą wersję), miałem zakodowane podejście „RPG musi być realistyczne” – więc skoro Historia (koniecznie przez „H”) stawiała sprawę tak, a nie inaczej, uważałem za koniecznie przyjęcie właśnie takiego punktu widzenia. Inna sprawa, że w 2001 roku, gdybyś mnie spytała, czy takie podejście nie jest właśnie pójściem po linii najmniejszego oporu, nie wiedziałbym nawet, co odpowiedzieć. Z drugiej strony, gdybym wtedy nie natrafił na informacje o podejściu Uniwersytetu Jagiellońskiego do kobiet, pewnie bym tej sprawy w ogóle nie ruszył – kwestia (nie)równości płci w WFRP zupełnie dla mnie nie istniała.

  3. Ja w swoich przemyśleniach na temat Renesansu w WFRP doszedłem do trochę innych wniosków: http://pafhammer.net/bibliphilon12/

    Myślę, że w Starym Świecie nierówność płci raczej nie istnieje. Bo niby na jakiej podstawie? Ten świat nie zna Ewy, która doprowadziła do upadku człowieka, więc trudno o podstawy niechęci w stosunku do kobiet. Pewnie, że kobiecie rycerz będzie trudniej. Bo prostu jako płeć „słabsza” będzie musiała starać się dwa razy, aby uzyskać to samo, co mężczyzna rycerz.

    PS: fakt, nigdzie nie ma wspomnianej równości płci w oficjalnych materiałach. Ale działa to i w drugą stronę – nigdzie nie ma wzmianek o nierówności ;-)

    • Mysle, ze sie zgadzamy, mimo nieco innego podejscia do sprawy – moge sie podpisac pod Twoim wywodem na temat kobiet i ich pozycji wsrod czarodziejow.

      Nie uwazam, ze dyskryminowanie kobiet jest powszechne – wrecz przeciwnie, to jest raczej widoczne lokalnie (moja wersja Uniwersytetu Altdorfskiego), wiecej przemawia za rownorzedna pozycja, przynajmniej teoretycznie – w praktyce czesto rozbija sie to o finanse, urodzenie, potrzeby i presje spolecznosci.

      Rasizm, dyskryminacja, ksenofobia, nacjonalizm i inne negatywne aspekty rzeczywistosci sa dosc nosne fabularnie, jesli tylko odpowiednio je ujac, i dla mnie to jest najwazniejsze.

      PS. Dzieki za link. :)

  4. Cóż mogę odpisać, skoro wspomniałeś, że się zgadzamy :-P

    No, ale postaram się coś jeszcze dodać, w ramach drążenia tematu. Otóż z pewnością dyskryminacja płci występuję w Imperium, jak i w całym Starym Świecie. Jednak trudno mi wyobrazić sobie ją sformalizowaną w postaci prawa formę. Jakoś nie widzę, aby cesarz czy elektor wydał jakieś prawo uderzające w kobiety. Jest trochę potężnych białogłów, aby obojętnie patrzyć na tego typu zagrywki.

    Taka dyskryminacja z pewnością ma nieformalny charakter.

    • Mozesz napisac, ze czegos nie rozumiem. ;)

      Podreczniki kwestii plci nie dotykaja w ogole. Poza tym w kraju (Imperium), ktory jest ciagle zagrozony najazdem Chaosu, sa inne priorytety, niz ustanawianie praw przeciwko jakiejs grupie obywateli. Zdrzaja sie (Szara eminencja), ale ze populacja jest niemal w calosci ludzka i to ludzie rzadza, beda raczej wymierzone w nieludzi. To zreszta ciekawa sprawa, z rodzaju „czy obecnosc magii hamuje postep techniczny” – jak sie rozwinie ludzkie spoleczenstwo, majac pod bokiem np. orki (jasne, moznaby analogie podpiac np. pod najazdy mongolskie, ale poza Krysztalami czasu orki raczej nigdzie nie sa cywilizowane).

  5. Przypomnę że Nowi Milleniści walczyli o prawa osłów w Imperium, drukując ulotki i podejmując inne spektakularne akcje…
    I bardzo słusznie, bo niby dlaczego żaden osioł nie dostąpił zaszczytu bycia Cesarzem.

  6. Myślę, że trzeba rozróżnić dyskryminowanie postaci w świecie gry od dyskryminowania graczy.

    U mnie, jeśli postać, kobieta chce robić karierę wojskową, to znajdzie się jakiś zwierzchnik chcący jej to utrudnić „bo kto to widział żeby białogłowa…”. W wypadku postaci, mężczyzny najpewniej też znajdzie się taki „utrudniacz”, tyle z głupszym pratekstem (bo go nie lubi, bo ma brodę, bo to konkurent, itp.). Jestem zdania, że sukces bez trudności jest nieistotny.

    Natomiast jeśli chodzi o graczy, to nie wyobrażam sobie utrudniania komuś zabawy postacią – uciułane „pedeki” wydane zostały na awans, to postać awansuje. Ot, czasami muszę wymyślić jak to pomimo trudności (które sam powymyślałem) udaje się iść dalej.

    Myślę, że po prostu przed grą trzeba wyraźnie powiedzieć: „z tego i tego powodu twoja postać będzie miała pod górkę. Postać, nie Ty”.

  7. „I choć panteon zdominowany jest przez bóstwa męskie, w głównym nurcie religii znalazły się dwie boginie (za to Chaos jest całkowicie „męski”).”

    Ja bym tylko chciał zauważyć, że trudno Slaanesh nazwać kobietą czy mężczyzną, skoro łączy w sobie cechy obu. I w ogóle wobec tych „bytów” (bóstw Chaosu) trudno mówić o płci, to tylko raczej nasze postrzeganie. Bo jeśli Tzeentch ma tysiące form to czemu kobieca (lub coś podobnego z wyglądu) nie miałoby być jedną z nich. A w wypadku Nurgle’a z pewnością trudno mówić o cechach wskazujących na płeć (choć wiem, że nazywany bywa „dziadkiem”, a nie „babcią”). Uważam jednak, że dostosowywanie płci do tych bóstw mija się z celem.

    A o jakie dwie boginie z głównego nurtu chodzi? Bo są przynajmniej trzy i wszystkie są wymienione przed cytowanym fragmentem. W 1ed Rhya też była nie zupełnie na bocznym torze, druidzi i ludność wsi oraz wszelacy obieżyświaci z pewnością ją stawiali na pierwszym miejscu.

    • Bóstwa Chaosu a płeć – w zasadzie wszystko rozbija się o nazewnictwo: bóg, nie bogini, Władca zarazy, Pan Przemian, Krwawy Bóg, Pan Rozkoszy i tak dalej. O ile faktycznie kwestia płci w przypadku bogów Chaosu nie ma racji bytu, to jednak postrzegane są jako rodzaju męskiego, jeśli nawet nie fizycznie, to w sferze nazewnictwa i sposobie myślenia o nich. Stąd i moje stwierdzenie o „męskich’ cechach bóstw Chaosu znalazło się w cudzysłowach.

      Boginie – oczywiście chodziło o trzy: Verenę, Myrmidię i Shallyię.Dzięki za wyłapanie błędu, już poprawiam. :)

      Co do Rhyi, to nie brałem jej w zasadzie pod uwagę, skupiając się na głównym panteonie Starego Świata, jak i z tego powodu, że jest bóstwem zdecydowanie kobiecym (z Taalem jako męskim odpowiednikiem). Oczywiście, w terenach wiejskich to ona będzie grać pierwsze skrzypce, przynajmniej przy rozróżnieniu wiary ludowej od religii instytucjonalnej.

 Zostaw odpowiedź