Wrz 122012
 
Wiewiórka

Kempingowa wiewiórka

Tegoroczny Grojkon fajnym konwentem był. Choć raczej powinienem napisać, że to wyjazd do Bielska-Białej był udany, gdyż z atrakcji samego konwentu dane mi było skorzystać w zasadzie tylko w niedzielę. Podepnę się jednak pod opinię znajomych, w których towarzystwie miałem przyjemność bawić się przez cały weekend – Grojkon 2012 należy zaliczyć do udanych imprez. Technikalia: kemping był sympatyczny, acz warunki nieco spartańskie; jedzenie na uczelnianej stołówce dobre i niedrogie; ciepłe drożdżówki ze sklepu przy kampusie rewelacyjne; konwentowe budynki przestronne i aż za duże momentami – nie było ścisku, czasem wręcz miało się wrażenie, że imprezę odwiedziła garstka osób.

W piątek przyjechaliśmy dość późno i czasu starczyło na akredytowanie się, spacer po konwencie i szybkie przywitanie się ze spotkanymi znajomymi. Okazało się, że mój punkt programu zostanie udostępniony dopiero w sobotę, więc mogłem resztę wieczoru spokojnie poświecić na kempingową integrację. Rankiem dnia następnego zameldowałem się na konwencie.

Jakiś czas temu pisałem o rewelacyjnej grze Artemis, dzięki której można poczuć się jak kapitan Kirk lub admirał Adama i dowodzić załogą okrętu kosmicznego. Udało mi się zainteresować grą organizatorów; plan był prosty: oni dają sprzęt i miejsce, a ja znów się pobawię. ;) Okazało się, że do dyspozycji graczy oddano sporą pracownię informatyczną. Największą niespodzianką okazały się duże panele dotykowe, dzięki czemu można było poczuć się jak na Enterprise-D – efekt był niesamowity (a na nieco mniejszą precyzję, niż w przypadku sterowania myszką, można było spokojnie przymknąć oko).

Przy Artemis spędziłem cały dzień, głównie objaśniając, o co w tym wszystkim chodzi i pełniąc rolę kapitana. Na szczęście w momencie, kiedy powoli zaczynałem chrypieć, gracze się przełamali i przejęli dowodzenie. Zainteresowanie było spore – nie tworzyła się co prawda długa kolejka, ale poza lekkim przedpołudniowym zastojem, wszystkie stanowiska były zawsze obsadzone. Zawsze też znalazło się kilka osób na widowni („my chcemy tylko popatrzeć”) i zainteresowanych grą, choć nieśmiałych („nie, to chyba nie dla mnie”). Reakcje były entuzjastyczne, a ja miałem wielką radochę, patrząc, jak kolejni konwentowicze świetnie się bawią.

Absolutnym hitem było przełączenie trybu gry z napędu warpowego na silniki skokowe. Odliczanie przed skokiem (silniki wymagają dziesięciosekundowego ładowania) i odzyskiwanie przez parę sekund zasilania zaraz po nim (wszystko gaśnie, potem chwilę zajmuje ustabilizowanie obrazu) to jedna z najlepszych funkcji Artemis, zmuszająca do dokładniejszego planowania starć i oferująca nowe możliwości taktyczne. Już nie można po prostu przyśpieszyć i uciec przeciwnikowi – potrzebny jest czas na przygotowanie. Jedna z grających ekip po oberwaniu własną atomówką (byli w zasięgu) wpadła na pomysł taktyki „nuke and run”: włączali silniki i na trzy sekundy przed skokiem odpalali pociski nuklearne w stronę wroga; głośne odliczanie, koordynacja działań, emocje i radość, gdy udało się wszystko przeprowadzić zgodnie z planem – wyglądało to niesamowicie.

Przy okazji zrewidowałem swoje wstępne spostrzeżenia na temat gry. Science officer ma pełne ręce roboty, jeśli tylko kapitan o nim nie zapomina. Podobnie inżynier pokładowy, choć jego funkcja, jak i osoby odpowiedzialnej za łączność, zaczyna błyszczeć dopiero na wyższych poziomach trudności (od trzeciego, ale bywa, że i już na drugim obaj muszą się skupić na pracy – zależy od wybranego scenariusza). Natomiast silniki skokowe odsyłają warp drive na pawlacz – niestety, jeśli chodzi o radość płynącą z zabawy w Artemis zależną od wybranego modelu napędu, Star Trek przegrywa ze Star Wars czy Battlestar Galactica.

Jak się spodziewałem, Artemis okazała się być grą idealną na konwenty. Zasady zabawy są banalnie proste do wytłumaczenia, a i obsługa stanowisk jest banalnie prosta (każdy z graczy ma tylko kilka funkcji do przeklikania). Bielska ekipa już wspominała o LAN party, a i jest szansa, że ci, co zagrali, zorganizują coś u siebie (serdecznie pozdrawiam ŚKF).

Tak minął mi konwent. W niedzielę miałem jeszcze okazję posłuchać fajnej pogadanki Aeth o mashupach klasyki literatury z opowieściami o potworach (Pride and Prejudice and Zombies i podobne) oraz dowiedzieć się co nieco o bitwie pod Trafalgarem na świetnie prowadzonej prelekcji duetu PWC+Misiek. Potem były już tylko dinozaury w Zatorze. Grojkon odwiedziło coś koło 800 osób, co utwierdza pozycję imprezy na konwentowej mapie i dobrze wróży na przyszłość – w 2014 bielska ekipa będzie przygotowywać Polcon.

PS. Aeth – następnym razem nie rób tylu punktów programu, tylko przyjdź pograć. :)

 Zamieścił: dn. 12/09/2012 o 01:32

  6 komentarzy do “Grojkon 2012”

Komentarze (6)
  1. Aye, aye, Captain :D

    Mimo, że mało pograłam, zabawa na Artemisie była fantastyczna – nawet siedząc z boku i patrząc, jak mocno gracze się w nią angażują. Koordynacja działań to jedno, ale ciągle napływające sygnały prawie z każdej konsoli, kapitan przechadzający się w wte i wewte i wypluwający motywujące speeche, a do tego gromadka pomocników-obserwatorów rzucających się tłumaczyć działanie jakiegoś elementu, bo chcą, były bezkonkurencyjne. Rewelacja :)

    • Generalnie Grojkon jak co roku, zawsze do przodu :). A Artemis to niesamowita gra, można się wczuć;). „Kapitan – wystrzelić nuke”, sterownia – „Panie Kapitanie, wrogi statek jest zbyt blisko naszej stacji kosmicznej, istnieje spore prawdopodobieństwo że rakieta zniszczy naszą stację”, Kapitan – „Odpalić – stację biorę na siebie” – prawdziwy Kapitan ;)

  2. Jak w Bielsku będzie Polcon to chyba przyjdzie mi umierać.

    • Raczej przyjechac i wyglosic wyklad. ;)

      • Na temat „Kompetencje wykładowców, a fundom RP” czy „Borejko, typowy polski SNT: życie i tfórczość” ?
        W sumie mógłbym jeszcze wygłosić wykład nt. wygłaszania wykładów „Jak posiłkując się MiMami zainteresować salę wykładowczą”.

        A zupełnie poważnie to szacunek dla Altha i ekipy za wyzwanie 75%, bo tam zdaje się jeszcze klub otwarł jakiś, który to (też ponoć) okradli.
        Bielsko dla Bielszczan!

 Zostaw odpowiedź