Wrz 012012
 

Do obejrzenia oryginalnego serialu Star Trek dotarłem okrężną drogą, zaczynając dawno temu od serialu Star Trek: The Next Generation (w kilku podejściach, zależnie od humoru różnych stacji TV, które puszczały ten serial zazwyczaj w dziwnych godzinach, a potem ściągały z ramówki z powodu niskiej oglądalności). Po drodze trafiły się filmy kinowe, potem Deep Space Nine, wreszcie urywki ze Star Trek: The Original Series (kilkanaście odcinków drugiego i trzeciego sezonu).

Pomysł Gene’a Roddenberry’ego ma „to coś”, tę właściwą kombinację treści, postaci, idei, która sprawia, że wciąga już na starcie i nie pozwala się oderwać, a potem zapomnieć, zignorować i przejść do kolejnego serialu. Nawet w najsłabszych odcinkach znajdą się elementy, dzięki którym ciężko uznać czas poświęcony na obejrzenie kolejnego epizodu za stracony (choć nad historią z mózgiem Spocka musiałbym się poważnie zastanowić…).

W 2006 telewizja CBS, obecny posiadacz praw do Star Treka, zdecydowała się na zremasterowanie i emisję oryginalnych odcinków. Kirk, Spock i McCoy znów zagościli na ekranach telewizorów, a poprawione o ulepszoną ścieżkę dźwiękową i komputerowe efekty specjalne odcinki wydano później na DVD. Jeśli w tym momencie zakrzykniecie w słusznym oburzeniu, jak można było zniszczyć serial komputerowymi doróbkami, ucieszy was informacja, że w 2009 wszystkie trzy sezony wyszły na Blu-rayu – wydanie zawiera dwie wersje każdego odcinka, oryginalną i remasterowaną (do wyboru w menu – można też przełączać w trakcie oglądania) i gorąco je polecam właśnie ze względu na możliwość zignorowania poprawek.

Nie wiem, kto chciałby oglądać poprawiony ST: TOS. Włączyłem na chwilę z ciekawości i zaraz wyłączyłem. Poprawki obejmują przede wszystkim sceny zewnętrzne: Enterprise na orbicie, Enterprise w przelocie, planeta tu, planeta tam, Bird of Prey w zasadzce i podobne. Do tego dochodzą poprawione efekty strzałów z fazerów, podmienione tła, ładniejsze (czy tez w ogóle widoczne) pola siłowe itd. Ujmując rzecz krótko, może tu i tam serial  wizualnie ma się lepiej (i co mu po tym, skoro cała reszta została, o czym niżej), jednak nie można tego potraktować inaczej, niż jako okaleczenie oryginału. W przypadku Gwiezdnych wojen poprawki miały charakter bardziej kosmetyczny; można się spierać o ich zasadność (Han strzelił pierwszy i już!), ale nie zostały dodane jako łaty tu i tam, tylko dobrze wkomponowane – rozszerzają oryginał, nie zmieniając go za bardzo; przede wszystkim nikt nie wpadł na pomysł zastąpienia oryginalnych modeli komputerowa animacją. Zmiany oryginalnego dźwięku mono na 5.1 nie będę komentował, bo to już przypomina kolorowanie czarno-białych produkcji.

Porównywanie aspektów technicznych ST: TOS do współczesnych seriali nie ma sensu i należy o tym pamiętać. Od samego stylu ujęć zaczynając, poprzez grę aktorską, na dekoracjach i garderobie kończąc, wszystko jest zazwyczaj przerysowane, dziś wydaje się niekiedy wręcz groteskowe. To były inne czasy. Charakterystyczne zbliżenia można uznać za manierę kręcenia seriali w latach 60. Co do reszty, to droga pionierów nigdy nie jest łatwa. Nie był to oczywiście pierwszy telewizyjny serial science fiction (wcześniej emitowano chociażby takie klasyki jak Lost in Space,  The Twilight Zone czy The Outer Limits, a także ekranizacje przygód Bucka Rogersa czy Flasha Gordona). Jednak Star Trek podszedł do tematu poważnie, bez slapsticku czy celowania w najmłodszą widownię – choć angaż dla Waltera Koeniga był częścią planu przyciągnięcia nastoletnich widzów. Spora rolę odgrywał budżet, ograniczany z sezonu na sezon oraz brak środków technicznych – George Lucas miał zrewolucjonizować kręcenie produkcji sf dopiero za dziesięć lat.

Scenografia była papierowa, jednak stanowiła jedynie tło dla prezentowanych w serialu problemów: uprzedzenia (rasowe bądź gatunkowe), zagrożenia technologiczne (zbuntowane komputery, obce sondy), próby zrozumienia nieznanego, alternatywne wszechświaty i podróże w czasie, porzucone wraki dryfujące w kosmosie i stacje badawcze opuszczone przez personel z niewiadomych powodów – klasyczne dzisiaj motywy science fiction stały się osią przygód załogi USS Enterprise. Za scenariusze, poza etatowymi scenarzystami, odpowiadali także uznani autorzy science fiction (m.in. Robert BlochHarlan Ellison). Jeśli podczas oglądania odcinków ST: TOS stwierdzicie nagle, że gdzieś już to widzieliście, będziecie mieć rację – tyle tylko, że zamiast najpierw zobaczyć startrekowy pierwowzór, zapoznaliście się z materiałem wtórnym wobec serii.

Star Trek: The Original Series

Star Trek: The Original Series – obsada. (źródło: http://memory-alpha.org)

Gene Roddenberry miał swoja wizję przyszłości, naiwną i optymistyczną. Taki też jest Star Trek, ze Zjednoczoną Federacją Planet, Ziemią, która odrobiła swoją lekcję przemocy i teraz podąża lepszą drogą, ze wszechobecną nadzieją na dialog i zrozumienie między nieraz całkowicie różnymi od siebie istotami (jak chociażby w odcinku The Devil in the Dark). Owszem, pod promienną fasadą znajdą się mniejsze czy większe grzeszki, ale przesłanie jest jasne: pokój, zrozumienie, braterstwo. Nawet w przypadku wrogów nie zawsze trzeba sięgać po fazer, wystarczy podrzucić im tribble. I choć uwielbiam produkcje z cyklu: „mamy tak przekichane, jak nikt inny przed nami – otworzyć ogień!” (Battlestar Galactica, Stargate Universe), w uniwersum Star Treka urzekła mnie między innymi idea sięgania po broń dopiero wtedy, gdy zawiodą inne metody komunikacji, a wszelkie nadzieje okażą się płonne. Chyba nikt tak często nie powtarza komunikatu: „we come in peace”, jak kapitan James T. Kirk. Zresztą nie tylko w sferze fikcji Roddenberry lubił przełamywać schematy, czego dowodem wielorasowa obsada aktorska lub słynny pocałunek Williama Shatnera z Nichelle Nichols); postać chorążego Pavla Chekova, Rosjanina, to też kolejny wyraz optymistycznej wizji Roddenberry’ego, zrealizowanej parę lat po kryzysie kubańskim, który mógł przynieść kres wszelkim pomysłom.

Star Trek to dzisiaj instytucja: kilka seriali, filmy kinowe, niedawny reboot i setki powieści, komiksów i gier (w większości niekanonicznych, ale i tak fajnych) oraz produkcje fanowskie, często stojące na bardzo wysokim poziomie (np. Star Trek: Phase II, korzystająca z oryginalnych, niezrealizowanych scenariuszy z lat 70. czy Star Trek: Of Gods and Men – w obu produkcjach wystąpili gościnnie aktorzy z oryginalnej serii: George Takei, Walter Koenig i Nichelle Nichols). Wpływu, jaki seria – i całe uniwersum – wciąż ma na (pop)kulturę, nie da się przecenić (pomijając inne fantastyczne produkcje, wystarczy wspomnieć o amerykańskim promie kosmicznym noszącym nazwę Enterprise). Czekając na drugi film Abramsa warto sprawdzić, jakie były początki serii. Star Trek: The Original Series to samo centrum kanonu telewizyjnej fantastyki i początek wielkiej gwiezdnej wędrówki tam, gdzie przed Gene’em Roddenberrym nikt nie dotarł.

Wydanie Blu-ray

Do płyt nie mam zastrzeżeń – ich największą zaleta jest zawartość, czyli niezmodyfikowane odcinki serialu. Wydanie jest poprawne, choć bez rewelacji: trochę wspominkowych dodatków (wywiady, ujęcia z planu), komentarze do niektórych odcinków (w tym wizualny przewodnik po elementach świata Star Trek), spoty telewizyjne. Szkoda tylko, że trzeci sezon jest wyraźnie uboższy w dodatkowe treści, nadrabia za to dorzuconym odcinkiem The Cage (oryginalny pilot ST: TOS,  przez lata uznawany częściowo za zaginiony z powodu pocięcia go na potrzeby odcinka The Menagerie), do tego w trzech wersjach: zwykłej i zremasterowanej (odtworzone na podstawie kolorowej kopii odkrytej w archiwach Hollywood w 1987 r.) oraz pokazywanej w latach 80. wersji czarno-białej z kolorowymi wstawkami z The Managerie, zmontowanej na podstawie roboczego nagrania Roddenberry’ego. Irytujące co prawda jest umieszczenie na płytach odcinków zgodnie z ich datą emisji, a nie produkcji – co zaburza chronologię – ale tu z pomocą przychodzi Internet.

ST: TOS Blu-ray

ST: TOS – wydanie Blu-ray

Na zakończenie coś niepoważnego:

 Zamieścił: dn. 01/09/2012 o 13:11

  4 komentarze do “Star Trek: The Original Series”

Komentarze (3) Pingbacki (1)
  1. Nie uważam się za specjalnego maniaka Star Treka, ale TOS to jeden z moich ulubionych seriali. Oczywiście też zaczynałem od Genarations (które uwielbiam, pomimo dużej dozy naiwności zawartej w całym tamtejszym świecie, albo może właśnie dlatego) i dopiero na studiach po raz pierwszy obejrzałem TOS. Jak do tej pory widziałem całość 4 razy, 2 razy wersję oryginalna i 2 razy remastered. Tutaj faktycznie zmiany są widoczne, przestrzeń między gwiezdna, tła na planetach, walka kosmiczna itp, mogą przeszkadzać, lub nie, zależy od osoby. Sam mam obie wersje i czasem tak ją oglądam, a czasem normalnie (pewnie jak będzie mnie stać to kupię i tak jeszcze Blu-Ray). W każdym razie lubię starego Treka za… starość? Wszędzie widać pot, czasem brud, brak funduszy i czasem nie najlepszą grę aktorską, jednak to są normalni ludzie, a nie film w połowie generowany komputerowo. Lubię go za klimat oraz tą piękną naiwność i pewnie oglądać będę TOS nie raz, żałuję tylko, że nie powstało więcej odcinków. Niestety nigdy nie podeszły mi za to niektóre filmy pełnometrażowe

  2. Mam do TOS-a bardzo podobne podejście :) Do tej pory nie obejrzałam go niestety do końca, choć na pewno obejrzeć do końca planują, ale w pomimo całej swojej przestarzałej otoczki ma niepowtarzalny klimat. Pamiętam, że najbardziej zaskoczył mnie fakt, jak poważnie aktorzy traktowali wcielanie się w swoje postacie na tle tych papierowych lokacji. Właśnie to sprawiło, że bardzo łatwo było mi uwierzyć w wydarzenia dziejące się na ekranie. Nie wiem, czy dla mnie też ma sens komputerowe poprawianie efektów wizualnych – bo jednak w nich kryje się połowa uroku TOS-a – ale to blue-rayowe wydanie zdaje się być pomyślane z głową :) Może sama się skuszę.

  3. Hmm… Naiwność, tak? A ja chcę widzieć i widzę w tos nie naiwność, tylko pocieszenie i wzór do naśladowania w obecnych bezwzględnych czasach. Wartośći pokazane w tym serialu są ponadczasowe, bezcenne. Za 20 lat efekty specjalne będą jeszcze lepsze niż są teraz, a obecnie popularnych filmów opierających się tylko na grafice nikt już nie będzie pamiętał. Wartości StarTrek TOS będą aktualne bez względu na upływ czasu.
    „Coś co tylko błyszczy na chwilę się rodzi, wartość prawdziwa w potomność przechodzi” – Goethe

 Zostaw odpowiedź