Sie 132012
 
To the Moon

To the Moon – screenshot

To the Moon napisano już sporo, mimo to postanowiłem dołożyć parę słów od siebie (nie, nie będzie o grafice i muzyce, choć zwłaszcza ta ostatnia zasługuje na brawa). Nieczęsto bowiem pojawia się gra niewielka, o maksymalnie uproszczonej interakcji, a jednocześnie wciągająca.

To the Moon to w teorii przygodówka. Dwójka bohaterów ma za zadanie spełnić marzenie umierającego człowieka i pomóc mu polecieć na Księżyc – przynajmniej we wspomnieniach. Żeby tego dokonać, konieczne będzie zmodyfikowanie pamięci chorego, by jego umysł stworzył zupełnie nową ścieżkę wydarzeń zakończoną na srebrnym globie.

Dlaczego gra jest przygodówką tylko w teorii? Niby mamy tutaj tradycyjny model point’n’click, jednak po chwili zabawy pojawia się pytanie: czy To the Moon można w ogóle nazwać grą? Interakcja ogranicza się do klikania od czasu do czasu celem przemieszczenia bohaterów i zbierania przedmiotów, których znalezienie nie jest żadnym wyzwaniem. Obszar gry jest niewielki, ikony kursora aż nazbyt pomocne, dialogi można jedynie przewijać, a przedmiotów nie da się używać (poza jedną, powtarzalną sekwencją na zakończenie danego fragmentu gry) – nie ma tu tak naprawdę niczego, co, jeśli chodzi o aspekty techniczne, znaleźć można w pierwszej lepszej grze przygodowej.

Sterowanie postaciami i klikanie po ekranie to w tym wypadku jedynie pretekst i wygodne medium dla przedstawienia świetnie opowiedzianej, wzruszającej historii. To interaktywny film, w którym udział gracza, choć sprowadza się jedynie do kliknięcia od czasu do czasu, jest nieodzowny. Dzięki bezpośredniemu zaangażowaniu się grającego w ekranową opowieść jest ona odbierana zupełnie inaczej, niż gdyby była jedynie ciągiem scen wyświetlanych na ekranie. To osobiste przeżycie, o wiele bliższe i inaczej odbierane niż podczas oglądania filmu – w czasie zabawy kontakt ze światem gry, choć ograniczony, wywołuje silniejsze emocje. Ci, którzy będą oczekiwali gameplayu z prawdziwego zdarzenia, mogą poczuć się zawiedzeni, wręcz oszukani. Jeśli jednak choć przez chwilę pozwolą twórcom gry na pokazanie, o co im chodziło, mają szansę zmienić zdanie.

To the Moon

To the Moon – screenshot

W To the Moon trzeba zagrać. Jeśli znacie kogoś, kto gier nie cierpi, podrzućcie mu ten tytuł. Może przekona się wtedy, że o tak zwyczajnych, a jednocześnie tak ważnych sprawach, jak życie, śmierć, poświęcenie czy miłość, gry komputerowe potrafią opowiadać nie gorzej niż filmy czy książki. Mają ponadto nad nimi jedną niezaprzeczalną przewagę: to nie autor decyduje, kiedy opowieść dobiegnie końca, lecz gracz – swoim ostatnim kliknięciem, które będzie zapewne stwarzało jedynie pozory podejmowania decyzji, ale chcąc zachować to złudzenie ostatecznego wyboru na zawsze, wystarczy w tym momencie wyłączyć komputer.


 Zamieścił: dn. 13/08/2012 o 23:21

 Zostaw odpowiedź