Gru 172011
 
Mass Effect - screenshot

Mass Effect – screenshot

Gram sobie w Mass Effect (tak, wiem, stare i zmurszałe, ale akurat do tej gry doszła moja prywatna kolejka „do zagrania”, poza tym lubię stare gry). Jestem mniej więcej w 2/3 głównego wątku i zastanawiam się, co (lub ile) brali recenzenci, którzy dawali tej grze noty 90/100 i wyższe. Nie wszyscy, przyznaję, ale zdecydowana większość – oceniali tak zwłaszcza w recenzjach, które pojawiły się krótko po premierze.

Lubię czytać recenzje gier, w które właśnie gram, żeby sprawdzić, w jakim stopniu moje wrażenia pokrywają się z odbiorem innych; czasem recenzent zwróci uwagę na jakieś detale, które mi umknęły, podrzuci ciekawostkę z produkcji itd. W przypadku Mass Effect większość obserwacji pokrywa się z moimi. Różnica dotyczy zwykle podsumowania i oceny końcowej.

ME chwalony był za fabułę. Możliwe, że za chwilę będę świadkiem niesamowitego zwrotu akcji, który wszystko postawi na głowie albo ukaże wydarzenia w zupełnie nowym świetle, ale na razie historia jest miałka, wtórna i widziałem to już dziesiątki razy (wielkie przedwieczne zło powraca po latach bla, bla, bla). Coś takiego jest do przełknięcia (lubię dobrze podane kalki, klisze i wtórności), jeśli poziom grywalności jest odpowiedni (tutaj jest, ale… – o tym niżej), lecz główna oś fabuły w ME to zabawa na góra kilkanaście godzin.

Mass Effect - screenshot

Mass Effect – screenshot

Owszem, są tu zadania poboczne – całe zatrzęsienie. Tak naprawdę tylko dzięki nim można sobie porządnie pograć, choć zostały odbite od sztancy i wtórne są, jak nie wiem co. Jednak to one nabijają objętość ME – bez nich byłaby to gra na jeden weekend, a że gracze lubią rozwijać postacie, to pewnie część z sidequestów zaliczą. Nie mam nic przeciwko krótkim grom, ale tutaj wyraźnie widać przerost formy nad treścią. Ponad przeciętną – choć to nie trudne – wybija się dodatek Bring Down the Sky (tylko pomysłem, ale już nie wykonaniem) i możliwość zakończenia kilku misji pobocznych bez rozlewu krwi. Fajny pomysł na drzewko dialogów – wybieranie sensu wypowiedzi, zamiast konkretnego tekstu – zabiło rozmieszczenie opcji na zasadzie: z lewej u góry miło i przyjemnie, z prawej u dołu zło i przemoc; miało to wspierać budowanie spokojnej lub agresywnej postaci, jednak ani nie działa, jak powinno, bo wiadomo z góry, w co klikać, ani też nie ma żadnego wpływu na fabułę.

Jeśli chodzi o grywalność, to gra, w której walka ma opierać się na używaniu osłon, powinna mieć rzeczone osłony skutecznie zaimplementowane. A tu raz postać się odklei, raz przyklei się tak, że nie będzie mogła strzelać (płaska skrzynka sięgająca do pasa, po przesunięciu się krok w lewo lub w prawo strzelać można). Jest to denerwujące, zwłaszcza w początkowej fazie gry, gdy tarcze rozładowują się w sekundę i jedyne, co pomaga, to częsta kombinacja save/load. Do tego SI wrogów nakazuje im zwykle szarżować na postać gracza i jego drużynę, co wymusza porzucenie osłon, czyniąc je niemal zupełnie nieprzydatnymi (po przypakowaniu postaci i zdobyciu lepszego sprzętu można przypuszczać frontalne ataki i zapomnieć o felernych pudłach, ścianach i innych barykadach). Walające się wszędzie baterie czy wybuchające beczki to już tylko gorzka pigułka na deser – szkoda, że nie można tego wyłączyć, ale najwyraźniej takie są wymagania dzisiejszych graczy: przede wszystkim ma być łatwo, zamiast walczyć z przeciwnikiem, prościej jest strzelić w nieruchoma beczkę i wysadzić wszystko wokół po raz pierwszy, drugi, setny.

Mass Effect - screenshot

Mass Effect – screenshot

Na osobne potraktowanie zasługuje system zarządzania ekwipunkiem i drużyną. Nie wiem, kto go projektował i gdzie byli testerzy, ale ja bym czegoś tak niewygodnego nie dopuścił do produkcji. Kupując sprzęt nie da się sprawdzić, kto może go używać – to z kolei, wraz z parametrami członka zespołu, można zweryfikować wyłącznie podczas misji (lub specjalnie w tym celu wybierając się na planetę), ale tylko dla dwóch postaci, które mogą nam wtedy towarzyszyć. Przydzielanie ekwipunku poza misją wymusza wędrowanie po statku kosmicznym (kurs wyznaczamy na górnym pokładzie, szafki ze sprzętem ekipy są na dolnym, po drodze jest jeszcze środkowy), co gorsza możemy obsługiwać tylko jedną postać na raz – nie ma tu płynnego przełączania ekranów, trzeba z jednego wyjść, podjeść do kolejnej szafki, otworzyć… Obłęd i strata czasu. Może i miało być realistycznie i po wojskowemu, ale wyszło jak zwykle – tu należy ciepło pomyśleć wszystkich innych grach, które mają to porządnie rozwiązane (może być i Dungeon Master z 1987 roku). Na szczęście samodzielnie zmodowałem grę, implementując plan awaryjny zarządzania ekwipunkiem w postaci kartki i długopisu.

Zastanawiam się, kto nalegał, by do gry dorzucić encyklopedię ras, miejsc, technologii i tak dalej. Pomysł fajny, czyta się nieźle, choć jest to rzecz całkiem od czapy i niemająca wpływu na cokolwiek (tzn. znajomość zawartych tam informacji w żaden sposób nie przekłada się na przebieg gry, co najwyżej wydłuża gameplay, bo tekstu jest sporo). Obecność tych informacji to nie zarzut (niektóre są całkiem interesujące), ale czy nie lepiej było przeznaczyć czas i zasoby na coś innego (choćby na przebudowę inwentory!) niż na kopiuj-wklej z materiałów developerskich?

Mass Effect - screenshot

Mass Effect – screenshot

Ostatnia rzecz to nazywanie Mass Effect CRPG. To chyba moda istniejąca od czasów Diablo, by każdą grę, w której modyfikuje się współczynniki, określać jako CRPG. ME nawet kolo (C)RPG nie stał, to jest w zasadzie action adventure, w którym można zdobywać bonusy – tyle że zamiast np. ładowania paska bezpośrednio przez zabijanie wrogów, mamy punkty doświadczenia, dzięki którym ładujemy pasek w odpowiednim menu. Świat jest statyczny, wszyscy stoją w miejscu, jak w klasycznej przygodówce i czekają, aż dzielny wojak Shepard do nich podejdzie i spyta o questa albo o przedmiot. Interesujące jest też zastosowanie poziomów – levele w science fiction to coś bardzo, bardzo rzadkiego. Spodziewałem się więcej, a dostałem micromanagement z topornym interfacem, do tego sprawiający wrażenie dodanego na siłę (opcja autolevel) – a przecież wystarczyłoby zbieranie powerupów.

Na niemal wszystkie wymienione wyżej rzeczy recenzenci zwracali uwagę – tutaj oddaję im sprawiedliwość – jednak mimo to wystawiali oceny niemal maksymalne. Dla mnie Mass Effect to gra na góra 7/10 – fajna, dająca pewną przyjemność z gry, ale też frustrująca niedoróbkami i dziwacznymi rozwiązaniami. Chociażby kwestia ekwipunku i wglądu w cechy zespołu zmuszają do zastanowienia się, czy ten, kto grę robił, chociaż raz w swoje dzieło zagrał. Mam co do tego poważne wątpliwości.

Mass Effect - screenshot

Mass Effect – screenshot

 Zamieścił: dn. 17/12/2011 o 02:41

 Zostaw odpowiedź