Lis 232011
 
TSoY - okładka

Autor grafiki: GunarDAN

Obiecałem sobie, że jeśli ktoś wspomni Ostrze Waginy, pisząc o The Shadow of Yesterday, też skrobnę parę słów. Najpierw jednak cytat z bloga Hipa:

A Ostrze Waginy na zawsze już pozostanie już moją ulubioną bronią.

Cieszę się. :)

Ostrze Waginy to włócznia, którą posługuje się Violet, jedna z przykładowych postaci. W angielskiej wersji TSoY stosowny ustęp brzmi: Her spear, Yoni-shaft, deals +2 harm when fighting men.

W oryginale włócznia nazywa się Yoni-shaft (dosłownie: drzewce yoni/joni). Clinton R. Nixon sięgnął po sanskryt (yoni – słowo na określenie kobiecej pochwy, ale i źródło życia, boska siła stwórcza i tak dalej) – takie nawiązanie musiało być celowe, powstał więc problem, jak to przełożyć: dosłownie, symbolicznie, czy coś pomiędzy (dlaczego nie zostawiliśmy tak, jak jest, patrz tutaj). Nie wiadomo, które znaczenie Nixon miał na myśli.

Przyjęliśmy, że chodziło mu po głowie coś bardziej przyziemnego, niż „uświęcona świątynia”, ale chciał przy tym, żeby było to czytelne tylko dla osób zorientowanych, o co chodzi (jak ktoś czytał Kamasutrę, to załapie). Po małej burzy mózgów zdecydowaliśmy się na bezpośrednie podejście, inspirowane poniekąd mitem zębatej pochwy – skoro Violet ma narzędzie do kaleczenia mężczyzn, niech nosi ono dobrą, mocną nazwę. Niech bohaterka będzie w stanie zranić nie tylko ciało, ale i męską dumę – bo który z mężnych wojowników, naśmiewających się z Violet i jej broni, przyzna się, co za oręż go tak urządził? TSoY nie zostało napisane w 100% na poważnie, więc myślę, że wybraliśmy dobrze.

Kilka dni temu, podczas rozmowy o Ostrzu Waginy ze Stingiem (recenzuje TSoY dla Rebel Timesa), zacząłem się zastanawiać: skoro Clinton sięgnął po sanskryt, trzeba było użyć łaciny? Byłoby wtedy nieco subtelniej: Ostrze Vaginy. Lub spróbować z nieco innej strony (wciąż zostając przy łacinie): Ostrze Vulvy albo Szpic Vulvy? Znaczenie nieco inne, choć nadal tematycznie powiązane, ale zostałaby wtedy pewna sfera domysłów, zwłaszcza wśród osób niezorientowanych w temacie (a może ten Vulva to jakiś potężny mag był?). Choć chyba jednak dobrze jest tak, jak jest (jednak korci mnie zmiana „w” na „v” w wersji PDF) – a tajemniczy czarnoksiężnik Vulva może pozostać alternatywnym rozwiązaniem (pewnie jeszcze się przyda któregoś dnia).

Swoją drogą, gdyby światy fantasy były choć trochę zbliżone do rzeczywistości, zapewne łatwiej byłoby w nich znaleźć Miecz Kastrator +3 czy też Większy Hak Patroszenia, niż Ostrze Anielskiej Chwały lub Topór Brzasku. ;)

Dlaczego nie drzewce joni?

Moim zdaniem dla anglofonow „yoni-shaft” jest bardziej zrozumiale – a przynajmniej lepiej brzmiące – niż „drzewce/ostrze joni” dla nas (tak mi się przynajmniej wydaje). Choć zapewne następnym razem zostawiłbym obcy termin tak, jak go zastałem – jak ktoś mi słusznie wspomniał, sanskryt ma się tak samo do angielskiego, jak do polskiego.

 Zamieścił: dn. 23/11/2011 o 13:00

 Zostaw odpowiedź