Paź 112009
 
Copyright

Symbol Copyright

Amerykańska stacja telewizyjna ABC zrobiła widzom psikusa, wyciągając wtyczkę serialowi Defying Gravity1. Serial anulowano po wyemitowaniu ósmego odcinka z trzynastu, pod pretekstem niskiej oglądalności. Pierwsze doniesienia mówiły o całkowitym wycofaniu tytułu, jednak ABC ogłosiło, że jedynie „szukają dla serii lepszego czasu emisji”. Szukają tak od połowy września.

W międzyczasie kolejne odcinki zaczęły emitować stacje kanadyjskie: CTV (współproducent serialu – jeden epizod) i SPACE (pozostałe – do końca sezonu brakuje jeszcze dwóch). Stacje te dostępne są jedynie dla mieszkańców Kanady. W ten oto sposób widzowie dostali niespodziewanego kopniaka w tyłek i serialu do końca nie obejrzą, chyba że przeprowadzą się do Kanady albo zaczną kombinować: znajdą odpowiednią stronę z linkami, zaopatrzą się w odpowiedni program, zgrają odpowiedni plik, obejrzą, skasują, a potem będą drżeć ze strachu przed RIAA i innymi, podobnymi cerberami ery analogowych wytworów artystycznych i prawa z poprzedniej epoki (jak na razie niedoścignionym wzorem pozostaje dla mnie ZAiKS, który dwa lata temu domagał się kasy za utwory udostępnione na licencji Creative Commons – w głowie im się nie mieściło, że ktoś może się dzielić muzyką za darmo).

Aby to zmienić, wystarczyłoby, żeby producent wystawił pliki na swoim serwerze i pobierał opłatę – od ściągniętego pliku lub jakąś formę abonamentu. Trzy lata temu pisałem o pomyśle ryczałtowej opłaty za ściąganie rozważanym we Francji, niestety odrzuconym (dziś Francja znajduje się wśród krajów najbardziej nalegających na masową penalizację udostępniania plików). Od tamtego czasu nie tylko producenci nie zmądrzeli i nie zorientowali się, że żyją w epoce szybkiej i łatwej wymiany informacji dzięki globalnej sieci, wręcz przeciwnie – propozycje rozwiązania problemu stają się coraz bardziej radykalne, a głosy, by odświeżyć założenia prawa autorskiego, giną w jazgocie koncernów krzyczących o stratach powodowanych przez piratów (które to straty ani nie są dobrze udowodnione, ani rzetelnie udokumentowane).

Kwestie finansowe są główną osią „sporu o ściąganie”. Istnieje jednak inny aspekt tej sprawy: dobro widza, który chciałby coś obejrzeć. Owszem, są już na szczęście stacje telewizyjne, które na swoich stronach udostępniają różne produkcje, jednak najczęściej możliwość oglądania zagwarantowana jest jedynie dla mieszkańców danego kraju (powód: opłaty licencyjne). Znów zaczyna się kombinowanie: proxy, Tor lub ponowne poszukiwanie odpowiedniej strony z linkami. A wystarczyłoby umieścić na stronie formularz do płatności kartą, żeby widzowie, którym stacja telewizyjna zdejmie serial z ramówki, nie musieli szukać w sieci kiepskiej kopii ripowanej z satelity przez nastolatka z tunerem TV. Ta opcja albo dodatkowa opłata „na artystów” doliczana chętnym do abonamentu internetowego mogłyby załatwić sprawę.

Mam nadzieję, że doczekam dnia, w którym producenci dostrzegą korzyści i zyski! płynące z dystrybucji cyfrowej, a któraś ze stacji telewizyjnych udostępni swojego trackera torrentowego. Chętnie zapłacę.

Przypisy

1Defying Gravity to bardzo sympatyczne SF, którego fabuła nie opiera się wyłącznie na kolejnej teorii spiskowej i mrocznej tajemnicy rozpisanej na sześc sezonów i „expanded universe interactive game”, ale przede wszystkim na relacjach międzyludzkich i pytaniach o to, ile można poświęcić, by osiągnąć cel.

 Zamieścił: dn. 11/10/2009 o 16:36

 Zostaw odpowiedź