Lis 162006
 

Poniższe opowiadanie zostało opublikowane w magazynie Magia i Miecz 4/2001. Było jednym z paru tekstów mających promować grę fabularną Gasnące Słońca, które zamówił u mnie Puszkin. Był to także mój debiut na łamach MiM. Tekst prezentuje jeden z odłamów Kościoła Niebiańskiego Słońca – Świątynię Avesti.

Miasto przywitało mnie deszczem. Padać zaczęło, gdy tylko opuściłem pokład statku. Kręcący się między podróżnymi bagażowi przyglądali mi się z lękiem i omijali z daleka. Jednakże gdyby któryś z nich odważył się podejść do mnie, nie zarobiłby nic. Nie miałem ze sobą niczego, oprócz mych szat, symboli religijnych oraz mej Wiary.

– Duma, Chciwość, Pożądanie, Zazdrość, Lenistwo, Gniew, Łamanie Przysiąg, Lichwa, Wynalazczość – nowicjusz bezbłędnie wymienił Grzechy Główne. Prowadzący Katechezę brat Casius kiwnął zza stołu głową.
– Teraz wymień Podstawowe Herezje – polecił stojącemu na środku pomieszczenia młodemu, najwyżej piętnastoletniemu chłopcu.
– Odrzucenie Wszechstwórcy, Uwielbienie Techniki… – zaczął pewnie młodzieniec.
– Źle! – wykrzyknął nagle Katecheta Casius. Uczeń cofnął się pół kroku, nieświadomy popełnionego błędu.

Mnich wstał i podszedł do ucznia. Chwilę lustrował go swymi przenikliwymi oczami o barwie stali. Chłopak skulił się w habicie. Drżał. Pięciu pozostałych adeptów z lękiem patrzyło na nauczyciela. Ten spojrzał po twarzach obecnych. Czekał na choćby najmniejszą oznakę sprzeciwu. Wiedział wszak doskonale, że listę Herezji otwierają wymienione przed chwilą czyny.

– Zapamiętajcie! – Casius krzyczał tak głośno, że drżały szyby w oknach. – Podstawową Herezją, Pierwszą i Największą, jest Myśl! Myśl o tym, że można zgrzeszyć przeciwko Wszechstwórcy! To Myśl rodzi grzech! To Myśl odciąga wiernych od Kościoła! To Myśl jest podstawą wszystkich złych uczynków! To…

Przerwał, widząc przerażenie w oczach uczniów. Młody chłopak, którego słowa chwilę temu stały się przyczyną wybuchu mnicha, klęczał na podłodze, szlochając cicho i powtarzając niewyraźnie usłyszane przed chwilą słowa. Kapłan uklęknął przy nim i pomógł wstać.

– Jutro opowiem wam o świętej Mai – powiedział i wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi.

Po krótkiej rozmowie z proboszczem udałem się na wieczorne modły do Kaplicy. Parafię Miłosierdzia Świętych założono trzy miesiące temu, byłem więc dla wielu młodych księży swego rodzaju sensacją. Widziałem ich pełne lęku spojrzenia, gdy szedłem wijącą się wśród kwiatowych klombów ścieżką. Słyszałem szepty, pełne obaw, a także pogardy i niezrozumienia. Domyślałem się, jakie wrażenie muszą wywierać na nich moje ciężkie szaty i nakrycie głowy, zasłaniające większą część twarzy. Nie przejmowałem się tym. Niezrozumienie dla naszej drogi w służbie Wszechstwórcy było powszechne. Jednakże, to nas wzywano, gdy Mrok zdobywał władzę nad sercami ludzi. Czy to chłopów, czy opatów. W Kaplicy pozostałem większą część nocy, modląc się w podzięce za szczęśliwą podróż oraz medytując i rozważając Prawdy Wiary przed czekającym mnie zadaniem.

Piastun Robertus wszedł do gabinetu przeora. Uklęknął i z szacunkiem pochylił głowę. Czekał, aż przełożony powita go i zezwoli wstać.

– Chwała Wszechstwórcy, bracie Robertusie. – przeor, mimo swych lat, głos miał dźwięczny i czysty. – Z jaką to ważną sprawą przychodzisz?

Ksiądz wstał i spojrzał na zakonnika. W promieniach słońca wpadających przez umieszczone naprzeciw drzwi okno, siedzący za prostym, drewnianym stołem mnich wyglądał niczym anielski byt, który właśnie zstąpił z Empireum, by ogłosić wolę Wszechstwórcy.

– Chwała Wszechstwórcy, ojcze przeorze. Przyszedłem do was, gdyż niepokoją mnie ostatnie wydarzenia.
– Chodzi ci o zgony wśród nowo przybyłych? Przecież to nic nowego, bracie.
– Wiem. Jednakże z roku na rok coraz więcej kandydatów nie wytrzymuje okresu próbnego.
– Zdaję sobie z tego sprawę, bracie, a także z miłości i opieki, jaka obdarzasz nowych kandydatów. Jednakże, jak wiesz, ten czas ma pokazać, którzy z nich mają czyste, niesplamione grzechem, dusze.
– Nie wątpię w słuszność tej metody. Wydaje mi się jednak, iż jest ona zbyt surowa, zwłaszcza dla najmłodszych. Pobudka przed świtem, trzy dłonie modłów, trzy dłonie ćwiczeń fizycznych, skromny posiłek, znów trzy dłonie modłów. Po południu schemat ten się powtarza. Pozostały czas wypełniają liczne prace porządkowe, wykonywane zazwyczaj na zewnątrz w palącym żarze słońca. Oni ledwo znajdują czas na sen. Do tego dochodzą niewielkie racje wody i pożywienia. Przecież obecnie większość z nich to dzieci!
– Piastunie Robertusie – przeor nie podniósł głosu, jednakże słowa wymawiał teraz twardo i powoli. – Ten czas ma ich nauczyć pokory. Czyżbyś zwątpił? Nie pamiętasz już, jak sam przechodziłeś Próbę? Nie pamiętasz, jak żądałeś zmniejszenia przydziałów wody, uważając, że Wszechstwórca ześle wybranym deszcz? I czyż tak właśnie się nie stało? Czyżbyś już nie wierzył, iż Pan pozwoli prawdziwie wierzącym i naprawdę godnym przetrwać czas Próby?
– Ale niektórzy z nich mają zaledwie dwanaście lat! Oni…
– Oni są już dorośli! – ksiądz podniósł się z miejsca, zasłaniając swoją sylwetką okno. Całe pomieszczenie w jednej sekundzie utonęło w mroku. – Nie zapominaj, kim jesteś, bracie Robertusie. Nie zapominaj, kim my jesteśmy! Albowiem to nas wybrał Wszechstwórca, byśmy byli Jego karzącą dłonią! To my zostaliśmy powołani, by oczyścić ten świat z grzechów! Jeżeli ktoś chce zostać jednym z nas, musi być tego godzien! A teraz odejdź. A za pokutę wyznaczam ci Pustynny Spacer. Mam nadzieję, że w samotności myśli twe odzyskają spokój. Chwała Wszechstwórcy.

Brat Robertus wyszeptał słowa pozdrowienia. Po wyjściu z gabinetu udał się do sali sypialnej, skąd wziął kostur i niewielką, mocno zniszczoną manierkę. Woda, którą skropli się w niej podczas nocy, miała wystarczyć mu na siedem dni zadanej pokuty.

Budzenie się przed świtem już dawno przestało być przyzwyczajeniem, a stało się dla mnie formą oddawania czci Wszechstwórcy. Po krótkiej modlitwie chwalącej imię Mai Pogardzanej, rozważyłem Czynności i Powinności Inkwizytora oraz przeczytałem fragment z Ewangelii Omega mówiący o Karze i Sprawiedliwości. Ponownie pomodliłem się, tym razem o pomyślność mej pierwszej misji. Założyłem przygotowane poprzedniego wieczoru szaty. Ze stołu wziąłem symbol Świątyni i założyłem na szyję. Następnie uniosłem leżący obok miotacz płomieni i upewniłem się, że zbiornik jest pełen. Gdy trzymałem Narzędzie Kary w rękach, czułem obecność Pana. Wiedziałem, że będzie On chronił swego pokornego sługę w czasie świętej misji Oczyszczenia.

Młodzi mnisi stali karnie na głównym placu, ustawieni w dwóch rzędach. Przebywali w palącym słońcu od rana, jednakże żaden z nich nie zdradzał oznak znużenia. Więcej, na ich twarzach można było dostrzec wyraźne podniecenie. Oczekiwanie na mającą wkrótce nadejść chwilę, która stanie się jednym z najważniejszych wydarzeń w ich życiu. Szepty ucichły natychmiast, gdy na dziedziniec wyszedł brat Pius – Strażnik Płomienia – wraz z dwoma towarzyszącymi mu księżmi. Po krótkim przeglądzie szeregów, kapłan stanął przed zakapturzonymi postaciami.

– Chwała Wszechstwórcy! – pozdrowił zebranych.
– Chwała Panu! Chwała Prorokowi! Niech będzie pochwalony Święty Płomień! – odpowiedzieli zgromadzeni.
– Bracia! Zebraliśmy się tu dziś w chwili szczególnej – brat Pius rozpoczął kazanie. – Dziś nie będzie przypowieści ani o grzechu, ani o nawróceniu. Jednakże, chwila ta zostanie w waszych sercach i waszych myślach na zawsze. Okazaliście się godni, by przetrwać czas Próby. Okazaliście się ludźmi prawdziwej wiary, by dostąpić Wyświęcenia. Dziś staniecie się narzędziem Bożej Zemsty. Karzącą Ręką Pana. Dzięki wam Święty Płomień będzie gorzał i wypalał grzechy. Będzie trawił herezję, która powstała przeciw Słowu i Pismu. Przeciw Prorokowi i Jego Apostołom. Albowiem nadeszła chwila, z którą dostąpicie nie tylko wielkiej łaski, ale i równie wielkiej odpowiedzialności. Staniecie się bowiem Świętym Płomieniem Wszechstwórcy! Wasze oczy będą Jego oczami – będą osądzać. Wasze serce stanie się Jego sercem – będzie wybaczać. Wasze usta staną się Jego ustami – będą ferować wyroki. Zaś wasze ręce staną się Jego rękami – będą nieść karę. Karę za grzechy! Karę za herezję! Karę za odstępstwo od wiary! Będą wskazywać winnych, by Święty Płomień mógł oczyścić ich dusze. Bracia! Oto wasze miotacze płomieni! Chwała Wszechstwórcy!

Towarzyszący bratu Piusowi zakonnicy oddalili się w stronę niewielkiego, przylegającego do placu pomieszczenia. Po chwili wyszli stamtąd niosąc olbrzymią, okutą żelazem skrzynię. Jeden z młodych mnichów stojących w pierwszym szeregu nie wytrzymał napięcia i zrobił krok naprzód. Natychmiast jednak powstrzymały go słowa stojącego naprzeciw oddziału brata Piusa.

– Strzeżcie się! – wykrzyknął mnich. – Uważajcie, by osądu waszego nie przesłoniły myśli o korzyściach, jakie wy lub ktokolwiek inny mógłby odnieść w wyniku waszych oskarżeń. Wasz sąd jest sądem Wszechstwórcy. Jest surowy, acz sprawiedliwy. Jednak strzeżcie się! Albowiem są w człowieku pasje równie silne jak wiara, potrafiące ją nawet przesłonić. A ty, bracie, który nie byłeś w stanie poskromić twych żądz – Pius wskazał na mnicha, który ośmielił się złamać szereg – jesteś tego naocznym przykładem. Krokiem, który uczyniłeś w wyniku podszeptów twych pragnień, pokazałeś, iż nie jesteś jeszcze godzien przyjąć takiej odpowiedzialności na swe barki. Będziesz musiał się jeszcze wiele nauczyć. A teraz podejdźcie do mnie, byście mogli dostąpić łaski stania się Sędzią Bożym.

Mnisi kolejno podchodzili do Strażnika Płomienia i brali broń z jego rak, dziękując głośno Wszechstwórcy. Poza jednym, który klęcząc w pyle spalonej przez słońce ziemi, prosił Pana o wybaczenie.

Nie miałem problemów z dotarciem do wskazanego rejonu miasta. Kapłani Ortodoksji doskonale wywiązali się z powierzonych im zadań, dokładnie rozpoznając teren i zdobywając wszystkie niezbędne informacje. Herezję wykryto wkrótce po założeniu tutejszej parafii, lecz próby jej zwalczenia przerosły możliwości młodych, niedawno wyświęconych księży. Wtedy poproszono o pomoc nas, Świątynię Avesti. A mi przypadł zaszczyt dokonania Sądu.

Stanąłem przy drzwiach starego, mocno zniszczonego budynku. Pomodliłem się do Wszechstwórcy i wszedłem do środka. Uderzył mnie fetor wszechobecnego zła. To było właściwe miejsce. Powoli schodziłem po starych, zniszczonych schodach, wijących się niczym pełznący pod ziemię wąż. Nikłe światło tlących się, przymocowanych na ścianach lampek oliwnych pozwoliło mi dostrzec cień poruszający się za załomem korytarza w miejscu, gdzie kończyła się wiodąca w dół serpentyna. Ur-obun, gdyż to on czaił się w mroku, zamarł na mój widok. Próbował sięgnąć po przypiętą do pasa broń, jednak po chwili padł na kolana i patrząc mi w oczy wyznał swe winy w obecności Mocy Pana. Udzieliłem mu rozgrzeszenia i, korzystając z rozżarzonego Symbolu Świątyni, naznaczyłem jego czoło piętnem, które nosić będzie po kres swych dni, jako znak, że sprzeciwił się Wszechstwórcy. Otworzyłem obite blachą drzwi i zagłębiłem się w ciemną czeluść wionącego wilgocią korytarza.

– Bracie Anzelmie, czy gotów jesteś wysłuchać Wyroku? – Sędzia Bernard zwrócił się do przywiązanego do drewnianego słupa, odartego z odzienia człowieka. Podarty ognioodporny habit leżał tuż obok
– Tak, Sędzio – odpowiedział skazaniec spuchniętymi z pragnienia wargami.
– Czy przyznajesz się do kierującego tobą pędu do bycia wyróżnionym i uciekania się do oszczerstw i kłamstw dla uzyskania pochwał?
– Przyznaję się.
– Czy przyznajesz się, do złamania Przysięgi Świątyni Avesti i obrócenia się przeciwko Kościołowi i Wszechstwórcy?
– Przyznaję się.
– Czy przyznajesz się do własnej opieszałości, niedbałości i lenistwa, które to spowodowały, iż nie zasłużyłeś na pełnienie zaszczytnych funkcji, które przydzielono bratu Vincentowi, a których mu pozazdrościłeś?
– Przyznaję się.
– Czy przyznajesz się do powodującej tobą zazdrości o przydział obowiązków, która to zazdrość pchnęła cię do zamordowania brata Vincenta?
– Przyznaję się.
– Niniejszym uznaje się brata Anzelma winnym zarzucanych mu czynów. Jako, że oskarżony wyznał swe grzechy, udzielamy mu rozgrzeszenia i wybaczamy winy. Wyrokiem Sądu Świątyni Avesti brat Anzelm skazany zostaje na Napiętnowanie i Oczyszczenie. Rozprawę uważa się za zakończoną. Chwała Wszechstwórcy!

Do więźnia podszedł zakapturzony mnich. Uniósł rozżarzony symbol Świątyni i przyłożył go skazanemu do czoła. Krótki, urwany krzyk świadczył o wymierzeniu kary. Następnie w odległości paru metrów przed wciąż przytomnym bratem Anzelmem stanęło dwóch kapłanów z miotaczami płomieni w rękach.

– Módlmy się – powiedział Sędzia – aby dusza naszego brata znalazła ukojenie, a historia jego grzechów stała się lekcją dla nas wszystkich. Chwała Wszechstwórcy!

Szum płomieni zlał się w jedno z pierwszymi słowami psalmu.

Mimo osłabienia wynikającego z upływu krwi, mimo kuli, która pozbawiła mnie władzy w lewej ręce, mimo bólu i trawiącej mnie gorączki będących wynikiem rany zadanej zatrutym ostrzem przez skryte w mroku sługi Zła, recytowałem leżącemu u mych stóp grzesznikowi Wyrok. Wokół mnie zielonkawa ciecz bulgotała w przezroczystych zbiornikach, przez ściany których dostrzec można było unoszące się wewnątrz embriony w różnych fazach rozwoju. Na szczęście, dzięki mocy Wszechstwórcy, maszyny jedna po drugiej przerywały pracę, a migotliwe panele świateł powoli gasły. Z kąta sali dobiegał płacz dzieci – istot wyhodowanych przez tego szaleńca przy pomocy zakazanej technologii. Ich głosy, pełne strachu i napełniające serce żalem, błagały mnie, bym pozwolił ich ojcu żyć. Jak mogły nazywać tego heretyka ojcem?

Wygłosiłem formułę Rozgrzeszenia, widząc szczere łzy żalu za grzechy u leżącego przede mną człowieka. Przez chwilę zawahałem się, myśląc o biednych istotach, które powołał on do życia. Poczułem, jak współczucie powoli ogarnia me serce i prawie już widziałem w myślach, jak uwalniam te niewinne dzieciątka z niewoli grzechu i zwracam światu. Wtedy jednak przypomniałem sobie słowa brata Casiusa, które lata temu wykrzyczał mi do ucha w sali katechetycznej: Podstawową Herezją, Pierwszą i Największą, jest Myśl! Pełen nowej siły i wiary, wezwałem imię Wszechstwórcy i poleciłem Mu osądzone przeze mnie dusze. Następnie wskazałem winnych i nacisnąłem spust. Święty Płomień dokonał oczyszczenia.

 Zamieścił: dn. 16/11/2006 o 23:59

 Zostaw odpowiedź